Czy można wychować fretkę?…

I tak i nie!…

Fretki są wielkimi „indywidualistami”… Są:

  • uparte…
  • mądre…
  • inteligentne…
  • rozumne…
  • kontaktowe…
  • sprytne…
  • wręcz cwane…

Ale można je nawet wytresować…

Pierwsze chwile…

Przynosimy małą kulkę do domu (czasami nie jest mała ;-p…), w pierwszej kolejności musimy pozwolić jej na zapoznanie się z nowym otoczeniem, z przygotowanym mieszkaniem, z wyposażoną klatką oraz z uświadomionymi domownikami… Na początku dobrze jest pozwolić fretce na zupełną swobodę… a i później nasze działania opierać na kilku wytycznych…

  • nie zmuszajmy do niczego fretki… powstrzymajmy się od wyciągania jej na siłę z opakowania, w którym ją przynieśliśmy… niech sama postawi pierwsze kroki… i oczywiście niech zrobi obchód swoich nowych włości… najlepiej pozostawić ją samej sobie, aby poczuła się bezpiecznie…
  • obserwujmy ją uważnie… zdrowa fretka będzie ciekawa i ruchliwa… wszelkie objawy chorobowe pokaże nam w postaci „dywanika podłogowego” (mowa ciała)… wygląda to tak, że fretka cała przylega do podłogi i rozpłaszcza się na niej ze smutnym wzrokiem… jeżeli taki dywanik jest długotrwały i dochodzi do niego brak apetytu, to jest to sygnał, aby udać się do weterynarza… ale jeżeli jest to kilkuminutowe i później fretka dalej biega oraz dokazuje, to był to tylko odpoczynek i nabranie sił do dalszego brojenia… ;-)
  • wołajmy do niej po imieniu… w ciągu tygodnia, dwu przyzwyczai się i szybko zrozumie znaczenie, a później na dźwięk swojego imienia będzie przybiegać, zwłaszcza jeżeli będzie kojarzyć wołanie z kawałkiem mięsa lub smakołykiem… (moje zawsze reagują, aby sprawdzić co znów wymyśliłam, chyba że mają chwilę „kamiennego snu”)…
  • nie panikujmy, gdy fretka zasypia i nie reaguje na wołanie, szturchanie, głaskanie, a przy wzięciu na ręce wygląda jakby umarła, prezentując tzw. “totalny zwis”… wygląda to tak, jakby fretka była bez kości, leci przez ręce, jest totalnie rozluźniona i zupełnie nieświadoma świata zewnętrznego… w brew wszystkiemu fretka po prostu smacznie śpi… (chociaż nie podejrzewam, aby takie postawy prezentowały w pierwszych dniach… taki sen mają, gdy już obdarzą nas i nowy dom zaufaniem i czują się całkowicie bezpieczne)…
  • fretka może tęsknić… wtedy pozostaje nam ją pocieszać głaskaniem i podsuwaniem kawałków mięsa oraz smakołyków… w pierwszej chwili może łapczywie rzucić się na pokarm, ale bardzo szybko jej to minie… więc nie przejmujmy się przypadkowym ukąsaniem w palec… (moje fretki tylko za pierwszym razem rzuciły się na moje palce wyciągnięte z kawałkami kurczaka, ale były po długiej podróży samochodem i całe popołudnie nic nie jadły… biorąc pod uwagę, iż zostały zabrane z większego stada, gdzie najprawdopodobniej walczyły o pokarm to uważam, iż szybko zmieniły nastawienie w nowej sytuacji, w jakiej się znalazły)…
  • oswajajmy fretkę z nami… czyli pojawiajmy się w jej świecie chwilami pieszczoty (uwielbiają drapanie po głowie między uszami), głaskania i zabawy z wykorzystaniem maskotek i piłek… możemy brać ją na ręce kiedy zaśnie (chociaż na początku na pewno będzie się od razu budzić) lub na kolana kiedy wracamy do domu, a ona właśnie się budzi (ale tu pamiętajmy, że po obudzeniu fretka najszybciej to ma ochotę na podróż do kuwetki)… tak więc na początek niech to będą krótkie chwile z pozostawieniem jej pełnej swobody (jak będzie chciała zejść z rąk lub kolan, pozwólmy jej na to)… ;-p
  • oswajajmy fretkę z jej klatką… zawsze gdy wychodzimy, nawet na chwilę do sklepu, chowajmy fretkę do klatki… z czasem przeważnie i tak klatka służy jej tylko do snu, ale na początku zapewnia też pełne bezpieczeństwo…
  • nie krzyczmy… fretki dość szybko reagują strachem na wysokie i głośne dźwięki… nasz krzyk może spowodować, iż nasza własna fretka będzie się nas bać…
  • nie wykonujmy nagłych, szybkich ruchów… znów będziemy mieć uciekającą pod łóżko lub pod szafkę przestraszoną fretkę…
  • nie karćmy… za „zbrodnie”, czyli za zrobienie poza kuwetą, zrzucenie czegoś, wylanie, czy ugryzienie (ze stoickim spokojem wstawiajmy ją do kuwety, sprzątajmy po niej marudząc – najwyżej pod nosem, rozmasowując sobie miejsce po uszczypnięciu)… przynajmniej w pierwszych dniach… później będziemy ją uczyć co wolno, a co nie … ;-)
  • nie pozwalajmy na drapanie czy gryzienie przedmiotów… bez krzyków i karcenia, po prostu ze słowami „nie”, „nie wolno” delikatnie przestawiajmy ją w inne miejsce i chwilkę zajmijmy ją drapaniem po głowie czy zabawką… przeważnie zapomina co robiła wcześniej i przechodzi do innego repertuaru, ale czasami pokaże swój upór „osła” i może tendencyjnie wracać do kanapy, aby wydrapać w niej dziurę, czy do kabla z gumową osłonką aby ją najzwyczajniej w świecie obgryźć!… w takiej sytuacji my musimy wykazać się anielską cierpliwością i powtarzać manewr odwrócenia uwagi do skutku!… aż znudzi się jej robienie nam na złość… przeważnie po jakimś czasie w ogóle nie interesuje ją takie miejsce… ale podejrzewam, że zdarzają się wyjątki… (na moje skutkowało takie postępowanie i teraz nie martwię się o ratanowe wezgłowie łóżka w przeciwieństwie do różnych „wypróbowanych” środków odstraszających, z których moje fretki nic sobie nie robiły i totalnie miały w nosie, zupełnie nie przejmując się ich zapachem czy gorzkim smakiem)… ;-p


Muszę Was ostrzec!…każda fretka jest inna… każda ma swoje ulubione zabawy i ścieżki, każda ma inny charakterek… więc każda wymaga innego podejścia i postępowania ;-) … Są fretki, które są pieszczochami ale są też inne, takie z totalnym „indywidualizmem”, które nie tęsknią za naszym dotykiem… ;-) … Są fretki, które nie ugryzłyby świadomie opiekuna, ale są też takie, które robią to z premedytacją i pełną świadomością, że robią źle… dosłownie!…

Z doświadczenia wiem, iż im dłużej fretka jest u Nas, tym jej zachowanie ulega zmianie… na szczęście na lepsze ;-p … staje się bardziej milusińska i darzy nas coraz większym zaufaniem…

Kuweta…

Pierwszym ciężkim zadaniem jakie nas czeka jest nauka kuwetowania… najprawdopodobniej już przy pierwszych oględzinach zaznaczy teren… czym? odchodami i zapachem z gruczołów przyodbytowych… Pozostaje nam to posprzątać i w dalszej kolejności obserwować fretkę…

Charakterystyczne cofanie się „rakiem” z podniesionym ogonkiem jest sygnałem, iż fretka szuka narożnika, aby się załatwić… wtedy powinniśmy ją podnieść i wstawić do kuwety… Szybko powinna zrozumieć, iż jest to miejsce jej toalety, niestety nie zawsze chce to zaakceptować!… Czasami nie odpowiada jej miejsce, w którym ustawiona jest kuweta… możemy zrobić eksperyment i najpierw sprawdzić gdzie wybierze sobie miejsce w klatce czy na zewnątrz, a dopiero wtedy ustawić tam kuwety… Teraz musimy być konsekwentni i każdy sygnał ze strony fretki traktować poważnie… jeżeli będzie robić raczka poza kuwetą, łapiemy ją i wstawiamy do kuwety (uwaga na nagłe ruchy i hałasy – może się przestraszyć, a wtedy jej nie złapiemy) i czekamy, aż się załatwi… Uwaga! Fretki potrafią świetnie udawać, że siusiają… a bynajmniej tego nie robią!… Po wstawieniu do kuwety mogą cofać się w jej narożnik, podnosić ogonek, ale tylko na niby!… Gdy tylko pozwolimy wyjść im z kuwety, załatwi się „centralnie” obok!… Musimy być bardziej cwani niż one… ;-) Nie wypuszczamy jej z klatki, aż faktycznie nie załatwi swojej potrzeby… Wtedy możemy mieć przygotowany smakołyk lub kawałek mięsa i ją nagrodzić…

Jeżeli będziemy konsekwentni po tygodniu, dwu powinniśmy mieć fretkę prawie całkowicie kuwetową…

Co z obszarem poza klatką?… Zdarza się, że fretka w ferworze zabawy nie ma czasu dobiec do klatki czy kuwety zewnętrznej… wtedy wybiera najbliższy narożnik (często przy drzwiach)… a my latamy z papierem toaletowym ;-p… W takich przypadkach powinniśmy „karcić” fretkę… ja stosuje odpowiednią intonację głosu i słowa typu „brzydka fretka”, „niedobra”, „fee” i „nie wolno”… To zadziwiające jak szybko się uczą i przy kolejnym „występku” możemy być pewni, że bardzo dobrze będą wiedziały o swym złym zachowaniu… przeważnie bardzo szybko uciekają z miejsca „zbrodni”… ;-)

Ale co my mamy zrobić, aby nie latać po mieszkaniu ze wstęgą papieru toaletowego?… Ja w pierwszych tygodniach rozłożyłam we wszystkich narożnikach ich kocyki, szmatki, legowiska… nie napaskudzą w miejscach, które służą do spania czy do zabawy…

Innym sposobem jest posmarowanie tych miejsc środkami odstraszającymi jak „TimeOut” lub cytryną, czy octem… czasami pomaga wysmarowanie tych miejsc pastami jak „Malt Pasta” lub wyłożenie tam pokarmu… Na każdą fretkę może działać coś innego…

Niestety musimy się liczyć z tym, że fretkom zdarza się od czasu do czasu narobić tam, gdzie zupełnie nie powinny… taki ich urok… ;-)

Gryzienie…

Kiedy fretka gryzie lub w jakiej sytuacji może ugryźć?… Ja mam swoją teorie… ugryzie w momencie kiedy się boi, kiedy coś ją irytuje, kiedy jest po prostu złośliwa (zdarzają się takie egzemplarze) lub wtedy kiedy ją coś zaboli (chociaż tu mam mieszane uczucia, bo zdarzy mi się przypadkiem nadepnąć na którąś fretkę i jedyną reakcją z jej strony jest krzyk bólu, a nie ugryzienie stopy!)… Bo chyba podgryzania podczas zabawy nie będziemy traktować jako gryzienia???… Ponadto często sami robimy sobie krzywdę, odruchowo wyciągając członki swojego ciała z paszczy fretki! Strach przed ugryzieniem powoduje, że w panice wyszarpujemy rękę i wtedy sami przecinamy sobie skórę o ostre kiełki fretki, choć ta bynajmniej wcale nie miała zamiaru nas ugryźć, co najwyżej lekko wymiętosić naszą dłoń… myślę, iż ten temat trzeba szerzej opisać…

Posłużę się charakterystyką zachowań moich fretek…

Misia - miała 3-4 miesiące kiedy ją dostałam i nigdy mnie nie ugryzła, za to moją mamę niby notorycznie podgryzała za pięty (z relacji mojej mamy!… i tu mam mieszane uczucia bo nie widziałam i nie wiem czy wierzyć! Ale mamie chyba trzeba wierzyć?)… mocniej chwytała mojego partnera podczas rui… dziwne, ale mają wbudowany jakiś radarek i instynktownie wiedzą kto jest jakiej płci… w czasie rujki generalnie nie istniałam dla niej, a mój facet był notorycznie napastowany do zabawy, ciągnięty za paluch do wyimaginowanej norki, czy wręcz szarpany za dłoń podczas zabawy… Gdy nie miała rujki to okazywała mi swoją miłość i pod kołdrą najpierw lizała stopy, a później lekko podgryzała palce (czasami zapominała się w okazywaniu swojej miłości i podgryzanie stawało się bardziej intensywne – czytaj bolesne! Ale nigdy nie był to obraz horroru z lejącą się wszędzie krwią)… Innymi sposobami okazywania mi miłości było wyskubywanie brwi jak mała pęseta czy lizanie po powiekach no i oczywiście dawanie buziaka ;-) … wylizywanie uszu było mi oszczędzone i zarezerwowane dla faceta… z czego nie ukrywam byłam bardzo zadowolona… Ostatnim sposobem okazywania mi swojego zaufania było przychodzenie i moszczenie legowiska na łóżku jak najbliżej mnie… niestety wtedy też próbowała wykopać w moim boku lub udzie miejsce do wygodnego ułożenia się do snu (na szczęście szybko się mościła i drapanie nie stawało się udręką!)… Misia nigdy nie ugryzła do krwi żadnego domownika czy osoby obcej na spacerze… kochane zwierzątko… ;-)

Sky - trafiła do mnie w wieku 6 tygodni… i od pierwszego dnia do dzisiaj pokazuje kiełki tylko i wyłącznie podczas zabawy… czyli bawi się moją stopą, łydką czy dłonią i usiłuje ją z każdej strony włącznie z kostkami podgryźć, czasami zapamiętuję się tak namiętnie, że ja muszę wycofać rękę czy nogę bo boli… i wtedy zaczynam ją tarmosić i drapać, aby zapomniała o wcześniejszej fascynacji moim ciałem… Podczas rujki miała zwyczaj dopadania mnie i szczypania (dosłownie! podszczypywała mnie przednimi ząbkami) gdzie popadło… na szczęście już jest po rujce ;-) … nadal podczas zabawy potrafi dość mocno ścisnąć szczękę na mojej skórze, tak jak to miało miejsce dziś rano… i dziś po raz pierwszy zastosowałam sposób przypomniany mi przez koleżankę Anelram… tak jak w przypadku psa, skutkuje głębokie wciśnięcie przedramienia do pyska, tak w przypadku fretek skutkuje głęboko wciśnięty paluch w jej paszczę … działa!!!… Naprawdę Sky miała dziś rano dziwną minkę po moim eksperymencie, ale i odeszła jej ochota na podgryzanie, które zmieniła na lizanie… ;-)… ale, ale dziś też widziałam jak podgryzła mamy piętę (dzień pełen niespodzianek! A mama to chyba jakoś dziwnie na nie działa lub im smakuje!)… ;-)

Luna - zwana wampirzycą!… Podobnie jak Sky jest u mnie od 6 tygodnia swojego życia i jest totalnym przeciwieństwem swojej spokojnej i dystyngowanej siostry… Luna to strachajło i diabeł wcielony, który lata po mieszkaniu z prędkością światła i wynajduje coraz to nowe miejsca, w których może coś zbroić… W swoim stałym repertuarze ma spacer po wannie i zrzucenie z niej wszystkich stojących tam szamponów, odżywek czy balsamów!… kolejnym szaleństwem jest wdrapywanie się po wszystkim co umożliwia wspinaczkę (wystarczy mój żakiet zawieszony na klamce drzwi!) i dostawanie się w miejsca, gdzie nie powinna się znaleźć i dalsze robienie porządków na komodach czy półce z kosmetykami! Raz musiałam sześć razy wyjść z wanny, ociekająca wodą i ratować przedmioty stojące na komodzie bo Luna odkryła sposób jak wykorzystać własna klatkę do alpinizmu!… zgroza! za każdym razem, gdy przesuwałam klatkę tak aby nie mogła się po niej wspiąć, ona i tak znajdowała sposób aby to zrobić! … ostatnim odwiedzanym przez nią miejscem jest szafka nocna i zrzucenie z niej wszystkiego co się na niej znajduje, czy to filiżanka z herbatą, czy kubek z kawą, czy też książka… Przepraszam to nie wszystko – ostatnio odkryła sposób dostania się na parapet w salonie i oczywiście przesadziła kwiatki… Trochę się rozpisałam, ale było to konieczne, aby zrozumieć dalszy bieg wydarzeń… Otóż każde przewinienie Luny jest karcone moim „groźnym” głosem a w skrajnych przewinieniach otrzymuje klapsa w ogon lub zostaje unieruchomiona na kilka chwil przez trzymanie jej za skórę na karku i tłumaczenie, że źle robi lub karcer w klatce!… I tu przyznaję się bez bicia, że poniosłam całkowitą porażkę jeśli chodzi o wychowanie Luny… bo bawi się ze mną jak kot z myszką… broi a gdy widzi mnie na horyzoncie szybko umyka, aby po chwili pojawić się ze skruszoną miną, nawet jest tak wyrachowana, że przychodzi dać buziaka na tzw. „przepraszam”… ale uwaga nie dajcie się zwieźć pozorom… Lucyfer przez chwilę jest grzeczny, ale za moment wczołguje się pod kołdrę i robi centralne polowanie na moje nogi!… I nie jest to szczypanie czy podgryzanie w stylu Sky… bynajmniej! Luna najpierw wprawia w drżący ruch swój ogonek, który lata w poziomie zamiatając powietrze w dzikim tańcu… następnie sprawdza w jakim stopniu jestem nią zainteresowana, kiedy stwierdzi, że jestem zajęta to w stu procentach zostaje ugryziona (na szczęście nie do krwi, ale boleśnie!)… nawet nie zdarzę podnieść kołdry, a Lunka jakby wsiąka… magicznym sposobem teleportacji jak wampirek, nagle jest pod łóżkiem a nie na łóżku, gdzie była dosłownie sekundę wcześniej… Czyli mam złośliwą i cwaną fretkę, która ma pełną świadomość, że robi źle!… Tak jak napisałam te „zabawy” z Luną nie są groźne, najwyżej lekko zadrapana skóra lub bolące miejsce po mocniejszym „uszczypnięciu”… Do tej pory ugryzła mnie raz do krwi i raz ugryzła jednego Pana na spacerku (bez krwi)… Ale to były wypadki szczególne… Na spacerze wśród kilku fretek i zachwyconych nimi spacerowiczami – nagle jakby powstało zamieszanie… Luna na zamieszanie zareagowała strachem i najpierw chwyciła dłoń Pana, który akurat w tym momencie postanowił ją pogłaskać, a później wgryzła się w moją, bo oczywiście ratowałam odważnego Pana z opresji… ale szczerze powiem, że po dwukrotnym nagryzieniu brzegu mojej dłoni i po zorientowaniu się kogo gryzie, stopniowo się wyciszyła do całkowitego uspokojenia po małej chwili – potwierdza to moją teorię, że strach jest czynnikiem wywołującym odruch gryzienia!… Ten przypadek był łagodny, bez krwi, tylko dziurki w skórze po kiełkach… ;-) … Drugi przypadek zakończył się stróżką krwi z okostnej, na której zakończył się atak Luny… ten atak zafundowałam sobie na własne życzenie… Wpadłam na genialny pomysł aby przywołać moje pociechy piszczącą zabawką, to dość popularny sposób na przywołanie „zagubionych” w przepastnych czeluściach mieszkania naszych pociech… Cóż, pomimo wiedzy jak dziwnie Luna reaguje na ten dźwięk (kiedyś biegła bardzo szybko w moją stronę i atakowała jakby w obronie zabawki – teraz już nie atakuje, tylko przybiega na dźwięk), beztrosko popiskiwałam zabawką, dość intensywnie – na skutek nie musiałam długo czekać – Lunka wypadła spod łóżka i po prostu capnęła mnie za nogę!… Na początku nie poczułam bólu, ale kapiąca krew była dość widocznym i ostatecznie bolesnym dowodem mojej głupoty!… Nie wiem, dlaczego niektóre fretki tak reagują na piszczące zabawki… możliwe iż ten dźwięk kojarzy im się z płaczącymi młodymi, a może po prostu je strasznie drażni – ale potwierdza to mój drugi argument, iż fretka ugryzie zirytowana!… Nawet dwa tygodnie temu na spacerze wśród 10 fretek, znów przekonałam się na własnej skórze, iż niektóre fretki „świrują” na ten dźwięk… Jedna z koleżanek bawiła się piszczącą zabawką, obserwując zachowanie fretki, która bardzo intensywnie na nią reagowała… wpadła w gromadę pozostałych z wyraźnym pobudzeniem, ja akurat sięgnęłam ręką aby odplątać ze smyczki jedną z pociech i nagle poczułam jak do mojej ręki coś się przyczepia łapkami a następnie i zębami, intensywnie ją nagryzając i to coraz silniej… Podniosłam rękę wraz z wgryzioną w nią fretką i podałam ją właścicielce… jak wcześniej Luna, tak i ta fretka uspokoiła się i zaprzestała gryzienia, przenosząc się na ręce pani… Ja na szczęście nie wyszarpnęłam dłoni, wytrzymałam ból i pozostałam z dość głębokimi śladami po „kłach” na wierzchu i spodzie dłoni i zadrapaną skórą, nabiegłą krwią… Ale sami powiedzcie… dzielna byłam!… nieprawdaż? ;-)

Nana – trafiła do mnie w styczniu i za miesiąc będzie miała około 3 lat… jest po przejściach i powiem szczerze, że jej obawiałam się najbardziej pod względem gryzienia… Bałam się ewentualnych walk między „dziewuchami” jak i kąsania mnie!… w końcu nie miała łatwego życia, najpierw na fermie, a później przerzucana z rąk do rąk… I jakże miło się rozczarowałam ;-) … Nanka raczej była „maltretowana” przez domowniczki niż sama coś im zrobiła … mnie nadgryzła tylko raz, gdy w pierwszy dzień podałam jej na palcu vita-pet, tak jej smakował, że myślała iż mój palec też będzie tak smaczny… to był pierwszy i ostatni raz, gdy poczułam „igiełkę” Nany na palcu… Nawet podczas zabawy, gdy moja dłoń lub palec znajdą się w jej paszczęce ona nie zaciska ząbków tylko patrzy na mnie ze zdziwieniem, jakby pytała co się dzieje?!… Totalnie wspaniały, nie gryzący futrzak o wielkim sercu i pogodnym usposobieniu… ;-)

Jak widzicie każda fretka jest inna… moje cztery są do siebie tak podobne, a jednocześnie całkowicie różne… Każda ma swoje zwyczaje na kuwetowanie, na uczenie się, czy na gryzienie… I dlatego są dla mnie tak wyjątkowe… Nigdy nie wiem co mnie czeka następnego dnia!… Jakie psoty, jakie pieszczotki, jakie gafy!… Ale codziennie czekam z niecierpliwością na kolejny, aby się o tym przekonać… ;-)


opracowanie: Ana



Komentarze (20) do wpisu 'Wychowanie'

  • Kupiłam 06 sierpnia br. tchórzofertkę(samica). Pierwszego dnia była spokojna i siedziała grzecznie w klatce,rozrabiała w nocy.Dziś juz sie rozbrkała i zaczeła gryść, obawiam się że dzieci tez będzie gryść. Chciałabym tego uniknąć. Proszę o rade. Pozdrawiam Viola

    Viola on
  • Viola… potrzebuję więcej informacji o wieku fretki i dzieci… Generalnie jest kilka sposobów oduczanie fretki gryzienia… 1 przytrzymanie za kark i przyduszenie do podłogi; 2 wkładanie palca głęboko w szczękę, tak aby nie mogła jej zacisnąć (podobna metoda jak w przypadku oduczania psa); 3 odwracanie uwagi od dłoni i stóp zabawką; 4 powtarzanie “nie”, “nie wolno” lub wydawanie dźwięku “sszzzzzy”, który w języku fretki oznacza – zostaw mnie w spokoju; 5 najważniejsza – cierpliwość i jeszcze raz cierpliwość… Nie wolno bić, krzyczeć i wykonywać gwałtownych ruchów jak szuranie nogami i wymachiwanie oraz wyciąganie rąk z pyska… Jeśli fretka jest w domu od 2 dni i jest młoda, kilkutygodniowa, to niestety taka jest kolej rzeczy, że będzie sprawdzać na ile może sobie pozwolić, a i takie zachowanie jest dla niej całkowicie naturalne, bo z rodzeństwem dokładnie w taki sposób się bawiła… Teraz domownicy są jej rodziną i automatycznie towarzyszami zabaw… ;-)

    admin on
  • Hej, mam dzieci w wieku 15 i 8 lat. Wczoraj musiałam posprzątać klatkę i musiałam wyjąć łobuzice z niej, zrobiłam to na siłe bo inaczej sie nie dało. Nie podoba mi się to bo wiem,że tak to się zrazi i będzie gorzej.Boje się puścić ją po domu bo wczoraj to zrobiłam i na brudziła. Jest to dla mnie nowe doświadczenie, nie miałam fretki. Nie chce by siedziała cały czas w klatce. Dzięki za radę i czekam na następne. Pozdrawiam serdecznie

    Viola on
  • Moja fretka jest młodziutka ok.6 tygodni, ale dokładnie nie wiem, kupiłam ją w sklepie zoogicznym.

    Viola on
  • Hej, może łatwiej będziemy się kontaktować jeśli poklikamy na gg? Oto mój numer 10079816, czekam na rady i kontakt. Viola

    Viola on
  • chcę miec fretkę, ale mam 3 i 8 letnie dzieci(dziewczynki) i nie wiem czy to dobry pomysł.

    Antija on
  • Szczerze powiedziawszy, to ja bym odradzała… Mając fretkę trzeba mieć oczy dookoła głowy, podobnie jak przy dzieciach… Pytanie, czy dodatkowa odpowiedzialność i opieka nad wszędobylskim stworkiem, który może ugryźć jest dobre przy 3-letnim dziecku… Są oczywiście osoby, które mają i małe dzieci i fretki, ale… no właśnie, zawsze jest jakieś ale!… Proponuje w pierwszej kolejności przewertować wiadomości internetowe o fretkach, jest kilka for (http://www.fretki.org.pl/forum_new/) – podyskutować z ludźmi, a na końcu podjąć świadomą decyzję… Lepiej na spokojnie bez udział emocji… pozdrawiam a.

    admin on
  • Na swojej stronie opisujesz że fretki są bardzo zabawne i towarzyskie ja kupiłam sobie fretkę która nawet nie da się wziąc na recę i wszystko gryzie i cały czas syczy. Czy można jakoś wychować taką fretkę? proszę o szybki kontakt. Podaję GG 535492.

    kasia on
  • Zauważ, że opis moich fretek jest rozciągnięty w czasie… Każda młoda fretka wymaga wychowania, jest to proces raz dłuższy, raz krótszy, zależny od indywidualnych cech fretki… Niepokojącym w Twoim przypadku jest fakt, iż fretka syczy na Ciebie, jest to objaw strachu i mówi Ci “zostaw mnie w spokoju”… ale może być to również efekt nowego “domku”… Z czasem jej to przejdzie ;-)

    admin on
  • od dluzszego 3asu nachodzi mnie na zakup nowego przyjaciela mam w domu amstafa niestety mieszkam pozanim psa nie moge miec przy sobie a fredzio wydaje sie byc bystrzakiem przerobilem juz mnostwo zwierzakow ..zastanawia mnie tylko fakt 3y jesdt ona wstanie wyu3yc sie reagowania na podstawowe komendy 3y bedzie miec wszystko w ..bo jesli tak to sobie daruje

    dus moj gadulec 8947397 on
  • jeżeli pod słowem “komendy” masz na myśli, siad, aportuj, do nogi, to możesz sobie odpuścić fretki jako zwierzaki domowe, są one bystre, uczą się reagować na imię (tu kończy się podobieństwo do psa), ale tak naprawdę są indywidualistami i chadzają własnymi drogami (tu zaczyna się podobieństwo do kota)… poza tym lubią kraść (chomikować) pewne, specyficzne przedmioty, lubią wynosić do ulubionych miejsc kawałki swojego pożywienia… można je wytresować, żeby robiły kilka “sztuczek”, ale nie mam pojęcia ile czasu to zajmuje i jaki jest efekt… na pewno nie nauczysz ich tak szybko jakbyś uczył szczeniaka… zresztą chyba nie widzę sensu takiej tresury, najzabawniejsze są będąc sobą, czyli żywiołem w futerku ze zbzikowanymi psotami, pozami, zaczepkami i innymi figlami, nie koniecznie tymi przyjemnymi ;-)

    admin on
  • Co do dzieci: ja mam 4 letnią fretkę (samczyka Maxa) i 2 dzieci w wieku 3 i 5 lat, od samego początku i dzieci i fretka były uczone “współżycia” ze sobą. Początki nie były zachwycające, ale na dzień dzisiejszy cała 3 poznała się wystarczająco dobrze i potrafią ze spokojem razem funkcjonować.

    Dzieci miały kontakt z Maxem pod naszym nadzorem, małymi kroczkami było pokazywane, co wolno, na ile wolno, a co jest niedopuszczalne, poza tym dzieci brały udział we wszystkich czynnościach co do fretki, jak podawanie pokarmu, pomoc przy sprzątaniu itd. Oczywiście zdarzało się że ząbki Maxa zadomawiały się na raczkach i nóżkach maluchów, ale przelewu krwi nie było, maluchy też się nie zraziły.

    Dzisiaj gdy Max ma już dość zabawy z nimi to ostrzegawczo syczy, co dzieci odbierają doskonale jako sygnał “mam już was dość, idźcie sobie” :), również sam przybiega do nich rano, gdy się budzą i sam je zaczepia do porannej gonitwy przed ich pójściem do przedszkola :)

    W naszym domu jakoś zapanowała harmonia, choć mamy nadal jakieś wpadki, jak siuśki tu i tam ;), ale z racji tego, że Max nie ma klatki i nasz dom jest do jego całej dyspozycji, nie mogę powiedzieć żeby coś nam kiedykolwiek zniszczył, kable, kwiaty itp. rzeczy nigdy go nie interesowały, za to chętnie sięga po gumowe zabawki dzieciaków, co jest równoznaczne z tym, że będzie zabawa w gonienie :)

    Tak więc fretka może być naprawdę super towarzyszem, nie tylko dla dorosłych, ale i prawdziwym przyjacielem dla dzieci, wystarczy tylko poświecić temu tematowi więcej uwagi i nauczyć i małych i fretki jak ze sobą żyć w zgodzie :)

    mawi27 on
  • Mawi… jesteście doskonałym przykładem na to, że jak się chcę to można… Najwyraźniej Wy macie dużo cierpliwości i odpowiedzialności, a i Wasz Max najwyraźniej jest jednym z tych nielicznych “egzemplarzy” co “broi” mniej ;-)… Szkoda, że większość ludzików szybko się poddaje ;-|

    admin on
  • Witam,
    Mam 2 psy 1 kota 2 chomiki i szczurka – dodatkowo jest nas trzy kobitki ja – mama oraz 6-latka i 12-latka. Mamy 4 miesieczną Lunkę :)) – fretkę. Zgadzam sie ze stwierdzeniem ze wszystko zależy od wychowania wzajemnego czyli ludzi i zwierzat. Fakt Luna czasem podgryza ale czy szczeniak bedąc młody nie gryzie? Luna w nocy przychodzi iśpi ze mną obok kota, psy nie chcąc sie bawić usuwaja sie w inne miejsce, chomiki i szczur sa odizolowane i nie chce sprawdzać jak sie dogadują z Luna :) Dzieki takiej rodzince mozna wiele sie nauczyć i skorzystać. Dodam tylko ze nie mamy klatki (tzn jest ale cały czas otwarta i słuzyjedynie jako stołówka i toaleta) Luna śpi w miejscu przez siebie wybranym – w dzień za szafka w koszyczky z tetrówkami a w nocy jak wspomniałam ze mna.
    Pozdrawiam wszystkich kochających zwierzaki.

    mk144 on
  • Witam.
    Mam straszny problem z moim fredziochem. Kupiłam go (bo to samczyk) w sklepie w wieku 4 miesięcy. Było to w sierpniu 2009 roku. Kupiłam mu dużą klatkę, hamaki, zabawki i wszystko czego mu potrzeba. Pierwsze co zrobił po przywiezieniu do domu to mnie ugryzł! Pomyślałam że to normalne bo jest w nowym miejscu i się boi i takie tam …. ale zamiast się uspakajać to się nasila! Jest u mnie już 5 miesięcy, robiła wszystko dokładanie to co pani opisała żeby się przyzwyczaił do mnie i do domowników i żeby przestał gryźć. Ale to nic nie dało! Gryzie cały czas i to nie w taki sposób jak Pani opisała na podstawie Luny … właściwie ciężko to opisać … kiedy biega po mieszkaniu a ja chce do niego podejść robię to powoli ostrożnie bez nagłych ruchów a on ucieka (tak jakby się mnie bał) albo od razu szczerzy zęby. Czy to możliwe żeby po tak długim czasie dalej się mnie bał? Co mam zrobić żeby to zmienić?
    Pozdrawiam. Wiola wraz z Mankiem :)

    Wiola on
  • Samczyk ma w tej chwili 9 miesięcy… Od listopada rozpoczyna się okres “rui” u samców, a efektem rui jest wzmożona produkcja hormonów pod wpływem, których zmienia się behawior fretki… U samców często zachowanie w tym czasie ulega zmianie na “zgryźliwe”, ale jest to całkowicie indywidualna cecha… Jedne samce bardzo “śmierdzą”, strasznie znaczą wszystko i wszystkich i są agresywne dla innych samców oraz opiekunów, inne nie…

    Polecanym remedium na tą przypadłość jest podanie implantu suprelorin, który normuje gospodarkę hormonalną lub kastracja “małego” u dobrego lekarza weterynarii… Po obu tych “zabiegach” wszystko wraca do normy, albo się polepsza… Decyzja należy do Was… ;-)

    Info o rui, implancie i kastracji jest na stronce, proszę sobie poczytać przed podjęciem ostatecznej decyzji…

    admin on
  • Fredzioch jest kastrowany. Wykastrowałam go w wieku 5 miesięcy.

    Wiola on
  • Hmmm… trochę wcześnie… Cóż u wielu fretek obserwuję, zachowanie rujkowe pomimo kastracji… Czyli podniecenie i inne zachowanie może być wytłumaczone okresem rozmnażania… Zwierzęta to czują… Jeżeli to nie jest wyjaśnienie, to pozostaje strach, ból, albo po prostu jego charakter… Nie widzę go, więc trudno mi to ocenić… Obmacaj go i zobacz, czy reaguje na ucisk w którymś miejscu… To może oznaczać ból… Strach – bywają spłoszone fretki i nie zmienisz tego, tak samo jak bywają “złośliwe” gryzaki… Łagodność wzrasta wraz z wiekiem… więc jest nadzieja, że to akurat się zmieni… ;-)

    admin on
  • Ja też mam taką nadzieje :) i zastanawiam się jeszcze nad jednym. Chciałabym zakupić mu towarzysza/towarzyszkę tylko że boję się o to że mój Maniuś będzie równie “agresywny” do innej fretki tak samo jak do mnie czy innych domowników. A nie chcę kupić nowego “stworka” a potem go oddawać tylko dlatego że Maniek jest jaki jest. Z kolei chciałabym żeby Maniuś miał towarzystwo :)

    Wiola on
  • Kwestia łączenia fret jest oddzielnym “rozdziałem”… Najlepiej i najłatwiej jest połączyć dwie młode fretki, przed wystąpieniem pierwszej rujki, z biegiem czasu jest to coraz trudniejsze i “ostrzejsze”, ale nie niemożliwe do wykonania… Tylko trzeba mieć dużo cierpliwości, ogłuchnąć na płacz jednego i wrzaski drugiego, stracić powonienie i nie czuć bąków, ewentualnie ze stoickim spokojem wycierać zapaskudzoną podłogę i “podmywać” dupska osrańców…;-)

    Freciak jest młody, jeśli dołożysz w najbliższym czasie osobnika w podobnym wieku i o podobnej wadze, to nie powinno być większych problemów…

    Aby sprawdzić jego relacje z innymi fretkami przed przygarnięciem nowego domownika, wybierz się na spotkanie fretkowe, na spacer czy w domu… Wtedy zobaczysz, czy jest agresorem, czy właśnie tego mu brakuje ;-)

    Generalnie w czasie rui frety są bardziej pobudzone i bardziej garną się do opiekunów… zaczepiają, chwytają palce czy całą dłoń i ciągną do swoich “wyimaginowanych” norek… Niestety, to chwytanie nie musi być dla nas przyjemne, zwłaszcza, że najczęściej następuje w najmniej odpowiedniej chwili, oczywiście dla nas… My się opieramy, frecia bardziej ciągnie… Kółko się zamyka… ;-)

    admin on


Zostaw komentarz