To pytanie nie jest proste, a odpowiedź zależy od wielu czynników… Większość kupujących kieruje się swoim gustem, czy osobistymi preferencjami:

  1. płeć
  2. umaszczenie i kolor
  3. socjalizacja
  4. zdrowie
  5. miejsce zakupu
  6. cena
  7. czas
  8. ilość

Wybór płci…

To chyba pierwszy z dylematów jaki mamy przy wyborze fretki… Są osoby, które wolą samiczkę, inni wolą samca… Jak wiemy różnice płci są u fretek dość istotne… Samice są mniejsze, ruchliwsze, psotniejsze i słabiej “pachną”… A samce są większe, bardziej przytulaśne, mogą być bardziej agresywne i mocniej “pachnieć” w rui… Przeważnie decydujemy się na płeć kierując się własnymi odczuciami i preferencjami… Pozostawmy więc tą decyzje w gestii przyszłego opiekuna…

Wybór umaszczenia…

Drugim czynnikiem, który decyduje o wyborze fretki jest jej kolor (od białego, poprzez rudy i czekoladowy po czarny) i ewentualnie wybór długości włosa (standard, półangorka, angorka)… Niestety, często barwa i jej nasycenie wydaje się determinować wszelkie inne aspekty, które powinny towarzyszyć przy wyborze zwierzaka i jest jedynym czynnikiem, który bierzemy pod uwagę!… Wiele osób kieruję się estetyką wizualną, wielu innych sentymentalną (np. ma wyglądać jak moja poprzednia fretka)… Tu też pozostawiam wybory w rękach decydentów, w końcu o gustach się nie dyskutuje!… ;-)

Socjalizacja fretki…

Czy nie gryzie, czy jest wesoła, czy umie załatwić się do kuwety?… Gdy otrzymamy pozytywne odpowiedzi na zadane pytania, praktycznie automatycznie jesteśmy gotowi zapakować taką fretkę i powieźć ze sobą do domu… Jakież jest nasze zdziwienie, gdy:

  • po pierwsze – w domowych pieleszach realia są inne, gdyż często okazuje się, że prawda odbiega od rzeczywistości, a sprzedający “lekko naciągają” fakty
  • po drugie – fretki w nowych miejscach znaczą teren, wypróbowują wszystko swoimi pazurkami, czy ząbkami i sprawdzają na ile im pozwolimy
  • po trzecie – “starzy” domownicy paskudzą gdzie popadnie, aby wyraźnie zaznaczyć “… to mój dom i moja podłoga…”, co w konsekwencji daje dwóch “osrańców”… ;-)

Zdrowie fretki…

Tu mamy największy problem, gdyż przeważnie o tym “nie pamiętamy”… Bardziej skupiamy się na milusim pyszczku freciego szczeniaka i zapominamy o całym bożym świecie… Zauroczeni, tymi wpatrzonymi w siebie czarnymi oczętami, jesteśmy zakochani od pierwszego wejrzenia, ugryzienia, czy buziaka… Zupełnie bagatelizując wywiad dotyczący zdrowia fretki, jej rodziców oraz totalnie ignorując rozsądek, który powinien nami kierować przy zakupie zwierzaka, mającego stać się nowym domownikiem, jakby nie było, na kilka lub kilkanaście najbliższych lat… ;-|

Na co zwrócić uwagę przy oględzinach fretki?… Sprawdźcie jej stan ząbków i dziąseł, czy nie ma zaczerwień i sinych nacieków na dziąsłach (stan zapalny), czy nie ma żółtego nalotu na ząbkach (kamienia)… Obejrzyjcie dokładnie uszy, czy nie wylewa się z nich ciemnobrązowy brud lub inna wydzielina… Skontrolujcie oczka, czy są suche i nie mają oleistej wydzieliny w okół… Rozgarnijcie w kilku miejscach futerko i sprawdźcie, czy nie ma zaczerwień, łuszczycy, pasożytów, czy futerko jest miękkie, czyste, sprężyste i nie jest sfilcowane… Na koniec zajrzyjcie pod ogon, czy nie ma zaczerwień odbytu lub okolic sromu i napletka, czy brzuszek jest suchy i miękki (bez wzdęcia)… Jeżeli oględziny wyszły pozytywnie, to przynajmniej możemy być pewni, że zewnętrznie nasza nowa frecia jest ok…

Miejsce zakupu fretki…

Gdy podejmiemy decyzję o zakupie fretki, mogą zacząć się małe schody z jej nabyciem, bo gdzie ją można kupić?… Gdy zaczniemy wertować internet przekonamy się, że jest kilka możliwości:

  1. sklep zoologiczny
  2. aukcje internetowe
  3. ferma masowa
  4. ferma futrzarska
  5. targowisko
  6. giełda zwierząt
  7. schronisko
  8. adopcja
  9. hodowle domowe

Więcej o tych miejscach przeczytajcie TU

Cena…

Niestety dla wielu, to najważniejszy czynnik… Byle taniej!… Na pewno to ważny czynnik, ale czy najważniejszy lub adekwatny do rzeczywistych kosztów?!… O tym też przeczytacie w kolejnym wątku

Czas

Skąd ja to znam?… Byle szybciej, byle już!… Niecierpliwość jest chyba naszym najgorszym doradcą… Zamiast poczekać i kupić w dobrej hodowli w terminie miotów, to lecimy na złamanie karku do jakieś masówki, fermy futrzarskiej (gdzie młode mają prawie cały rok bo samice rodzą na okrągło, mając po 3-4 wykoty w roku!), albo korzystamy z aukcji internetowej, giełdy, targowiska lub sklepu zoologicznego (gdzie i sprzedający i zwierzak są bardzo anonimowi – bez wywiadu bytowego i pochodzenia)… Smutne… ;-(

Poczekajmy i kupmy naprawdę wymarzonego i “zdrowego” zwierzaka… ;-)

Mioty wiosenne a zimowe?

Z zagadnieniem czasu wiąże się kolejna zagadnienie… Kupić z miotu wiosennego, czy zimowego?… Tu troszkę mylone są pojęcia, gdyż większość myśli, że:

  • miot wiosenny jest na wiosnę a faktycznie jest wiosenno-letnim (między kwietniem a lipcem – w zależności od cyklu rozmnażania w danym roku)
  • miot zimowy jest w zimie, a faktycznie są to mioty letnio-jesienne lub jesienno-zimowe (od sierpnia po grudzień) – aby łatwiej to zrozumieć napiszę tak – “miotem zimowym” nazywamy drugi miot samicy w roku, gdy przerwa między jednym a drugim porodem jest mniejsza niż 10 miesięcy… ;-|

Czyli, gdy mamy do czynienia z miotami w drugiej połowie roku powinniśmy zadać hodowcy pytanie, który to miot samicy w tym roku? kiedy ostatni raz rodziła?… Gdy nasze obawy się potwierdzą, że jest to DRUGI MIOT SAMICY powinniśmy przemyśleć wszystkie za i przeciw…  Maluszki z drugich miotów są przeważnie wątlejsze i słabsze, gdyż samiczka musiała borykać się z trudami dwóch okresów ciąży, porodów i laktacji, a jej kondycja fizyczna z pewnością odbiła się na “jakości” potomstwa, tu nie mamy co się łudzić… Dodatkowym minusem miotu “zimowego” jest fakt, iż odchów szczeniaków przypada na okres krótkiego dnia świetlnego… Ma to bardzo duże znaczenie w ich odchowie…

Gdy mamy do czynienia z miotami na przełomie grudnia i lutego również powinniśmy to sprawdzić, tak jak wyżej… Gdy otrzymamy odpowiedź, że to pierwszy miot samiczki urodzonej na początku roku (luty-kwiecień), to możemy być spokojni… Młode, dobrze odżywione samiczki wchodzą w normalny cykl rujkowy i dojrzewają w wieku od 7 do 12 miesięcy, więc grudniowa rujka jest jak najbardziej normalna (każdy doświadczony hodowca Wam to na pewno szczegółowo wyjaśni)… Takie samiczki mogą być kryte, a nawet jest to wskazane, aby uchronić je przed przedłużającą się rują, ropomaciczem i hiperestrogenizmem (czyli śmiertelnymi zagrożeniami)… W przypadku, gdy samiczka zostałaby pozostawiona w przedłużającej się rui jej stan fizyczny mógłby wykluczyć ją w ogóle z rozmnażania w danym roku, do czasu odzyskania pełni sił i zdrowia… Zastosowanie hormonów, w celu wyciszania u samiczki grudniowej rui, również wyklucza taką samice z rozmnażania w danym roku kalendarzowym, a minimum przez okres 10 miesięcy (okres karencji kuracji hormonalnej)…

Maluchy z takich miotów rodzą się na przełomie stycznia/lutego, na przedwiośniu, podczas wydłużania się dnia świetlnego, co jest dobrym czynnikiem wpływającym na wzrost (wytwarzanie naturalnej witaminy D pod wpływem promieni słonecznych, która uczestniczy w normalizowaniu gospodarki wapniowo-fosforanowej, czyli kształtowaniu kośćca szczeniaków)…

Ilość

Jedna czy dwie?… Ja jestem za dwoma, ale decyzję proszę rozważyć ostrożnie… Przeliczyć, czy:

  • nas stać (miesięczny koszt utrzymania 1 fretki waha się w przedziale od 60 do 100 pln, bez uwzględnienia wyposażenia i bardziej skomplikowanych zabiegów weterynaryjnych, czy operacji)?
  • mamy warunki (odpowiednio duże i urozmaicone pomieszczenia, z dobrym naświetleniem naturalnym i dostosowaną w miarę możliwości temperaturą)?
  • nie mamy uczulenia, które się nasili przy dwóch sztukach?
  • nie spodziewamy się dziecka?
  • nie planujemy kariery sportowej, naukowej czy zawodowej???
  • itd., itp. jak w przypadku zakupu pierwszej fretki

Gdzie mamy kupić i jak ocenić poprawność swojego wyboru?

Po pierwsze musicie sobie odpowiedzieć, co tak naprawdę, najbardziej się dla Was liczy… Czy najważniejsza jest płeć, kolor, cena, socjalizacja, a może jednak ZDROWIE fretki?

Często słyszę wypowiedzi:

“… dla mnie najistotniejsze jest, że fretka nie gryzie, jest skora do zabawy i umie załatwiać swoje potrzeby do kuwety, nie ważne jakie ma drzewko i przodków, czy pochodzi z wsobnej hodowli, bo przecież nie będę jej rozmnażać!…”
lub

“… zawsze będzie ktoś, kto będzie chciał ładną fretkę nie ważne, czy zdrową, czy nie… i będzie ten, kto jednak będzie chciał zdrową…”

Jedno i drugie zdanie jest tak prawdziwe jak to, że codziennie rano wstaje słońce… A celem/zadaniem/misją tego opracowania i hodowców, którzy zadbali o genotyp (pochodzenie) swoich zwierząt jest UŚWIADOMIENIE każdemu, kto chce pomimo wszystko, dostrzec różnice pomiędzy ZDROWĄ a CHORĄ fretką… I zapewniam, że nie jest to podyktowane faktem, że jesteśmy opiekunami i hodowcami fretek z drzewkami, ale tym, że wiemy co się dzieje, gdy ludzie rozmnażają osobniki NN lub blisko spokrewnione, albo źle połączone kolorystycznie…

Większość osób pewnie, nawet nie zdaje sobie sprawy w czym problem? Co to jest fretka “ładna”, “kolorowa”, “zdrowa”, “chora”, “wsobka”, “NN”, “socjalizacja”, “połączenie kolorystyczne”?… Postaram się to szybko i prosto wyjaśnić…

We fretkach, tak jak w innych gatunkach zwierząt mamy dość dużą różnorodność… Nie możemy pochwalić się wielorasowościa jak jest w psach lub kotach, ale za to mamy dość liczne przedstawicielstwo kolorków, umaszczeń i długości futerka… I tak jak w psim świadku “modny” jest “York”, tak we frecim fretki długowłose i jasne odmiany barwne, np. tzw. DEW, BEW, BLACK ROAN MITT lub BLACK MITT (silverki), CYNAMON, itp. …

To nie grzech wymarzyć sobie, taką a nie inną frecie… Grzechem jest najpierw kupić tę wymarzoną, a później się dziwić, że jest słabsza, że jest chora, że tamto czy owamto, bo wcześniej nie raczyliśmy sprawdzić jakie to zwierzę i jakim “widelcem” się go je!!! Bo kupiliśmy albinosa, bez świadomości, że to jedna wielka wada genetyczna, bo kupiliśmy angorkę, a one mają skrzywione przegrody nosowe, bo kupiliśmy samca “śmierdziela” a samiczki mniej pachną, bo kupiliśmy blazulca lub pande, a one często bywają głuche… Wymieniać dalej???

Paradoks

A tak paradoks!… Bo nieliczni wiedzą, że można wyhodować, a jeszcze mniej liczni wiedzą, że takowe można kupić, czyli KOLOROWE, JASNE, DŁUGOWŁOSE, ale ZDROWE!

Zapytacie JAK?

Obecnie już jest ogólnie znane:

  • odpowiednie i prawidłowe łączenie par kolorystycznych (jakich połączeń unikać, a jakie są bezpieczne)
  • że chów wsobny lub w bliskim pokrewieństwie nie daje rewelacyjnych wyników zdrowotnych, a do tego, aby unikać połączeń wsobnych potrzebne jest DRZEWKO i to obojga rodziców (minimum trzy pokoleniowe, a najlepiej sześcio)
  • że eliminacja z hodowli osobników przenoszących choroby i wady genetyczne wyjdzie na zdrowie przyszłym pokoleniom i samej hodowli (diagnozowanie osobników “zagrożonych” przed rozmnażaniem, np. testy słuchu – za granicą chcą to wprowadzić jako standard hodowli “białogłowych” fretek)
  • że fretki źle prowadzone, źle żywione, w złych warunkach bytowych i higienicznych są bardziej obciążone chorobowo, gdyż ich układ odpornościowy od pierwszych chwil życia nie miał odpowiednich podstaw do odpowiedniego rozwoju!
  • itd., itp.

ŚWIADOMOŚĆ i ŚWIATOPOGLĄD

Fakt, że możesz kupić fretkę KOLOROWĄ ale ZDROWA nie może być determinowany stwierdzeniem, że jak nie kupujesz fretki do hodowli, to “…DRZEWKO cię nie interesuje…”, bo właśnie to drzewko powie Ci czego możesz się spodziewać po swojej fretce… Poznanie pochodzenia fretki, to również informacja o jej przodkach (łagodności, charakterze), czyli to czego większość z nas oczekuje!…

W tym miejscu zadam pytania:

  1. dlaczego kociarze kupują koty rasowe?
  2. dlaczego psiarze kupuja psy rasowe?
  3. dlaczego koniarze kupuja konie rasowe?
  4. a dlaczego freciarze nie mają kupować fretek z pochodzeniem? – cena tych drugich z tego co zauważyłam nie jest wyższa od tych bez drzewek (przynajmniej z hodowli “domowych” i nie tylko)

W kontekście całej sprawy, chyba nikt z nas nie chce wojen domowych z własną fretką lub cotygodniowych wizyt u weterynarza?… Tak więc:

  • chcemy fretek tylko socjalizowanych i nie srających?
  • czy chcemy fretek SOCJALIZOWANYCH, srających ale ZDROWYCH?

Podsumowanie

Jeżeli są osoby, które patrzą się na swoją przyszłą fretkę i myślą, że w tej chwili fretka “na oko” wygląda dobrze i jest zdrowa, to faktycznie wystarczy, że zalicytują fretkę na aukcji internetowej i kupią “kota w worku” z całym bagażem radości i smutków, “tanio” i bez drzewka, ale z dużym prawdopodobieństwem, że od pierwszej wizyty u weta, zaczną się problemy

Znajdę też osoby, które stwierdzą, że tak samo maluchy po NN rodzicach jak i maluchy po rodzicach z GENEALOGIĄ mogą być chore… Odpowiem: A MOGĄ!… Ale niech te osoby zdadzą sobie również sprawę z tego, iż prawdopodobieństwo złego połączenia osobników NN jest nieproporcjonalnie większe, a co za tym idzie większa liczba zachorowań i większe szanse na poważniejsze choroby, niż w tym drugim przypadku!…

Wierzę, iż wiele osób myśli jednak zupełnie innymi kategoriami, że myślą przyszłościowo! Nie patrzą się krótkowzrocznie, ale dalekosiężnie i zdają sobie sprawę z zagadnień genetyka/drzewko (sama dostawałam prztyczka w nos od lepiej uświadomionych ode mnie i jestem im za to wdzięczna)!…

Więc mam jedną radę jaką fretkę kupić… ZDROWĄ! ze ZNANEGO MIEJSCA i DOBREJ HODOWLI oraz z RODOWODEM!

Ana



Komentarze (1) do wpisu 'Kupno fretki – jaką?'



Zostaw komentarz