Już w wielu miejscach wspomniałam o dziwnych lub jak dla fretki standardowych zachowaniach, takich jak „szaleństwo Majki Skowron” lub „dywanik podłogowy”… Fretka ma jeszcze kilka w swoim repertuarze i są one sposobem porozumiewania i komunikowania się, tak ze swoim gatunkiem, jak i z nami, a służą do wyrażenia uczuć, nastrojów czy nawet stanu zdrowia… Omówię je jeszcze raz poniżej…
Taniec…
Zwany przeze mnie „szaleństwem Majki Skowron” przez wielu innych „tańcem świętego Wita” ma w swoim repertuarze szereg skoków w górę, uskoków w bok (często przy tej okazji towarzyszy obijanie się o meble lub inne przedmioty znajdujące się w pobliżu, gdyż w ferworze „szaleństwa” fretka nie kontroluje otoczenia) połączonych z pozą przypominającą „koci grzbiet”, czyli sztywne cztery łapki i grzbiet wygięty w łuk oraz z zachowaniem cofającego się „raczka”, w którym fretka z podniesionym ogonkiem i kuperkiem cofa się tyłem i zachęca nas do złapania jej…
Jak dla mnie, takie zachowanie jest wyrażeniem najlepszego humoru i zadowolenia… Często towarzyszy ono sytuacji wypuszczenia fretki z klatki lub pokoju do innych pomieszczeń domu, w których na co dzień nie przebywa… ;-)
Dywanik…
Jest to pozycja stanowiąca przeciwieństwo poprzedniej… Fretka pada rozpłaszczona na podłodze, przylegając do niej całym swym ciałem od ogona począwszy, a skończywszy na pyszczku… Zastyga w zupełnym bezruchu…
Tą pozycją fretka może zakomunikować nam kilka rzeczy… Po pierwsze – poprzednie zachowanie, szaleństwo ma swoją cenę i fretka zatrzymuje się na chwilę i oświadcza, że „już jestem grzeczna i nic nie zrobię”, „odpoczywam, nie przeszkadzaj mi” lub „otwórz” (leżąc u drzwi i prosząc o wpuszczenie do innych pomieszczeń lub wyjście na spacer)… przeważnie dywanik jest bardzo krótkotrwały i fretka szybko wraca do harcowania… Po drugie – i tu mam nadzieję, że bardzo rzadko będziecie się spotykać z „dywanikiem” – jest to poza, a zarazem pierwszy sygnał o tym, że fretka jest chora lub coś jej dolega… wygląda tak samo, ale fretka nie zrywa się do zabawy… przeważnie każdy ruch wykonuje jakby z trudem i bardziej czołga się niż chodzi, jest apatyczna… gdy do tego dołączy brak apetytu, to najlepiej udaj się z nią do weterynarza, aby móc stwierdzić co jej dolega i podjąć szybkie leczenie…
Ogon…
Kiedy fretka zastyga w pozycji przyczajenia (przysiada na łapkach z wyciągniętą głową) a jej ogon zostaje wprawiony w drżący ruch i lata w poziomie zamiatając powietrze w dzikim tańcu, to coś lub ktoś będzie miał kłopoty ;-) … Ten ruch oznacza, iż fretka koncentruje swoją uwagę na czymś szczególnym i wyraża napięcie (moja Luna tak koncentruje się na moich nogach przed próbą ugryzienia mnie!)… Tu mogę ośmielić się o stwierdzenie, że poza ta jest często okazywana w momencie kiedy fretka nie może czegoś dostać lub jest wynikiem czystej złośliwości… czyli gdy zostanie ukarana za przewinienie, później poluje na nas… ;-)
Stroszenie sierści…
Kiedy nasza fretka „najeży” się od czubka nosa po końcówkę ogona i wygląda jak nastroszona szczotka, do tego zrobi „koci grzbiet”, to może to oznaczać, iż czegoś się lęka lub czuje intruza i chce go przegonić ze swojego terytorium… W pierwszym przypadku ucieka i chowa się, a w drugim najprawdopodobniej zaatakuje niechcianego gościa…
Gryzienie…
To nic innego jak obrona dla dzikich zwierząt… Nasze udomowione zwierzaki „podgryzają” w zabawie, czyli jest to forma zabawy, ale gdy nagle zaczną gryźć może to również oznaczać, że coś je boli i chcą zwrócić naszą uwagę… W takim przypadku, tak jak poprzednio w przypadku długotrwałego „dywanika” udajmy się z fretką do lekarza…
Kamienny sen…
Fretki przesypiają od 14 do 18 godzin na dobę… przeważnie jest to czujny sen i kiedy podchodzimy aby je pogłaskać budzą się, ale czasami jest inaczej… To inaczej, to nic innego jak „kamienny sen” w przenośni i dosłownie… W takiej sytuacji nie panikujmy!… gdy fretka zasypia i nie reaguje na wołanie, szturchanie, głaskanie, a przy wzięciu na ręce wygląda jakby umarła, prezentując tzw. “totalny zwis”… wygląda to tak, jakby fretka była bez kości, leci przez ręce, jest totalnie rozluźniona i zupełnie nieświadoma świata zewnętrznego… w brew wszystkiemu fretka po prostu smacznie śpi… (chociaż nie podejrzewam, aby takie postawy prezentowały w pierwszych dniach… taki sen mają, gdy już obdarzą nas i nowy dom zaufaniem i czują się całkowicie bezpieczne)… ;-)
Chomikowanie…
Pomimo faktu, iż fretki od dawna były udamawiane w ich zachowaniach pozostały charakterystyczne cechy gatunkowe… Jedną z nich jest chomikowanie pożywienia i różnych przedmiotów, które z niezrozumiałych dla mnie przyczyn uznają za godne ich zainteresowania… Tchórze w naturalnych warunkach gromadzą zapasy żywności na później i jest to dość zrozumiałe… Nasze fretki mają pokarm w miseczkach przez cały czas a jednak nadal to robią… podejrzewam, że instynkt jest czasami silniejszy…
Kopanie…
Kolejne zachowanie, które ma swoje źródło w naturze… W końcu naturalnym domem fretki są nory, które wykopują same lub adoptują po innych zwierzętach… Tak więc nasze doniczki są tylko i wyłącznie napastowane z uwagi, iż ziemia kojarzy się z norką… Inną sytuacją, w której fretka kopie to moszczenie się do snu w miejscu wybranym na legowisko, a drapanie w tym miejscu jest niczym więcej jak moszczeniem sobie wygodnego gniazdka… czasami jest to nasz bok lub noga bo fretka właśnie koło nas postanowiła wypoczywać… ;-)
Bąki…
Poza kłami i pazurkami fretka ma jeszcze jedną broń… bąki!… Uwalniane w chwili strachu, zdenerwowania lub jako mechanizm obronny przed większym zagrożeniem… Jest to nieprzyjemny zapach wydzielany z gruczołów odbytowych i jego celem jest odstraszenie intruza… W domu fretki najczęściej uwalniają go podczas zabaw z innymi fretkami… Intensywność bąków wzrasta podczas rui i myślę, że ma to związek z zaznaczeniem terenu oraz oznaką dojrzałości płciowej i gotowości do rozmnażania…
Guganie…
Fretki komunikują się również za pomocą głosu… Najczęstszym i nie ukrywam najmilszym dla ucha właściciela jest tzw. „guganie”… Trudno opisać dźwięk, ale w skrócie można go scharakteryzować lub porównać do gdakania kury, niski gardłowy dźwięk, który oznacza zadowolenie fretki i dobre samopoczucie…
Syczenie…
Fretka syczy, dosłownie!… A syczy gdy ma nas dość i mówi „nie dotykaj mnie” lub gdy chce kogoś od siebie odstraszyć… Często syk jest również pierwszym sygnałem strachu i przerażenia…
Krzyk, szczek…
To dźwięk wydawany w skrajnej sytuacji i poczuciu dużego zagrożenia i brzmi jak głośny krzyk połączony ze szczekiem (ja osobiście słyszałam go raz, od jednej mojej młodej fretki, kiedy biegłam na złamanie karku w jej stronę, aby uchronić narożnik pokoju przed zbeszczeszczeniem, a żeby młodą wstawić do kuwety… i nie dziwie się, że się mnie przestraszyła… hahaha)… oznacza przerażenie, wręcz śmiertelny strach i w naturze jest wydawany, aby ewentualny drapieżnik wypuścił zdobycz z paszczy…
Drapanie i iskanie…
Napiszę szczerze, że nie mam pojęcia co wywołuje i oznacza u fretki drapanie się oraz iskanie… W okresie linienia jest to bardziej zrozumiałe, gdyż wybijająca się nowa sierść może powodować swędzenie i właśnie w tym okresie fretki się częściej drapią… Ale i na co dzień dość charakterystycznym zachowaniem jest, że np. fretka biega i bawi się, a co kilka minut zatrzymuje i iska oraz drapie futerko i kończyny… Nigdy tego nie rozgryzłam, gdyż fretki są zdrowe, nie mają żadnych pasożytów a i tak jest to ich dość charakterystyczne, codzienne zachowanie… ;-)
…
opracowanie: Ana
…
Apropos “dywanika”… …Może to również oznaczać, że naszemu fredziowi jest po prostu gorąco :) I wtedy na płasko, na parkiet i gra muzyka ;)
Crazy często syczy, gdy jej czegoś zabraniam – owszem, oznacza to, że mam dać jej spokój i nie dotykać, ale to tylko dlatego abym po raz kolejny nie zabroniła czegoś robić, wtedy też często gryzie z nadzieją, że zrezygnuję i będzie mogła broić :) wtedy i ja muszę “posyczeć” i uważać aby przy zdejmowaniu, np. z biurka, nie udało jej się wbić swoich kłów, bo złośliwie potrafi się wgryź ;)
hehe Tadeusz jest ze mną już tydzień i przyznam szczerze, że “kamienny sen” zaobserwowałam u niego już pierwszego dnia pobytu w domu kiedy usnął obok mnie na łóżku. Kiedy podniosłam go do góry był jak mały flaczek heh przesłodkie. A w swoim “Tańcu” już chyba dwa razy zleciał z łóżka razem z pudełkiem chusteczek nad którym się akurat pastwił.