Żywienie Naturalne

artykuł autorstwa: Dr Russel Swift, DVM, homeopaty klasycznego

Przepis dla drapieżników wg Dr Swift

Poniższy przepis jest dobry z grubsza dla zwierzęcia o wadze 15-30 funtów (około 6,80 kg do 13,60 kg). Dopasuj do potrzeb swojego pupila. Ogólnie rzecz biorąc jeden posiłek dziennie jest wystarczający. Pozwól zwierzęciu najeść się do syta. Zabierz resztki po 20 minutach.

  • ½ funta (0,23 kg) surowej wołowiny, kurczaka, baraniny, indyka, dziczyzny, czasami owoców morza lub jajek
  • ¼ małej łyżeczki sproszkowanego morsztynu (kelp – taki glon) lub innych morskich glonów spożywczych
  • 1 łyżka stołowa proszku z kości (lub ½ łyżki stołowej, jeśli zwierze często je kości)
  • ½ filiżanki zmielonej mieszanki surowych warzyw: marchew, cukinia, kiełki, brokuły, seler, pietruszka, ogórek, buraki, inne warzywa zielone
  • ½ łyżeczki spiruliny (algi), proszku z kaszy jaglanej, proszku z soku pszenicy, pyłku pszczelego lub zielonej odżywki jak, np. PetiGreens

Jeśli kupy są zbyt twarde przy stosowaniu powyższego przepisu, spróbuj dodać jeden z poniższych składników:

  • 1 łyżeczkę otrębów pszennych
  • ½ łyżeczki mielonego siemienia lnianego lub mielonych nasion psyllium (babka ptasznika – podobna do siemienia lnianego i o podobnym działaniu)

Pozostaw mięso w dużych kawałkach. Początkowo być może trzeba będzie użyć mielonego lub w małych kawałkach aby pomóc zwierzęciu przyzwyczaić się do jedzenia. Kawałek wątroby o pochodzeniu ekologicznym zaleca się 1-2 razy tygodniowo. Jeśli żołądek twojego zwierzęcia jest wrażliwy na zmianę jedzenia, zacznij od małych kawałków surowego jedzenia i zwiększaj stopniowo. Jeśli martwi Cię czystość mięsa, przepłucz woda utleniona rozpuszczona (1 łyżeczka na litr wody), potem spłucz czystą wodą. Jedzenie można przygotować w dużych porcjach i mrozić.

SUROWE kości są ważne dla zdrowych zębów. W celu wprowadzenia kości pozwól swojemu pupilkowi na jedna przez 10-15 minut co kilka dni i obserwuj trawienie. W miarę przystosowania się zwierzęcia zwiększaj ilość podawanych kości.

Dodatkowo, polecam 3 dodatki (suplementy):

  • środki wspomagające trawienie zawierające enzymy i bakterie, takie jak FlaraZyme EFA (1/2 łyżeczki na funt (0,45 kg) mięsa), FloraZyme LP (1 łyżeczka na funt mięsa) lub FerretZyme Plus (1 łyżeczka na funt mięsa)
  • koncentraty gruczołów i organów takich jak Pet G.O. (proszek lub kawałki)
  • dodatek suplementów mineralnych śladowych takich jak Trace AniMinerals (20-40 kropli na funt mięsa)

Niektóre zwierzęta wymagają dodatkowo oleju w pożywieniu. Spróbuj dodawać ½ – 1 łyżeczki wysokiej jakości tranu. Większość przepisów na karmę dla zwierząt zawiera zboża takie jak owies (płatki owsiane) lub brązowy ryż. Osobiście wole bez tych dodatków.

Zawsze używaj świeżą, czystą wodę. Jeżeli używasz destylowanej, konieczny jest dodatek płynnych minerałów śladowych w postaci jonów wg wskazań na opakowaniu.

Powyższy przepis jest podany wyłącznie w celach informacyjnych. Nie ma on na celu zastąpienia konsultacji z profesjonalista. Dieta oparta na surowej karmie wiąże się z pewnym ryzykiem (tak jak i dieta przetworzona dla zwierząt!).1)

słowniczek:
Psyllium (Plantago ovata, Babka ptasznika) – zawiera naturalny włóknik stosowany w Indiach od ponad dwóch tysięcy lat. W przewodzie pokarmowym zamienia się w żel, zwiększając 40-krotnie swoją objętość. Oczyszcza przewód pokarmowy, wspomaga działanie flory bakteryjnej w jelitach i zapewnia prawidłowe wypróżnianie. Pomaga utrzymać dobrą kondycję organizmu i poprawia jakość cery. Pomocny w leczeniu nadwagi. Nie prowadzi do uzależnienia.4)

Spirulina - handlowa nazwa sinic (cyjanobakterii) z rodzaju Arthrospira należących do rzędu Oscillatoriales. Należy do niego gatunek Arthrospira platensis. Spirulina jest bardzo bogata w białko (ok. 50-70%). Zawiera także witaminy A, B, C, D, E, K i inne. Spirulina posiada bardzo duże ilości magnezu i β-karotenu.2) Spirulina aż w 60% składa się z białka – zawiera go więcej niż wieprzowina, wołowina czy ziarna soi. Jest też źródłem łatwo przyswajalnego żelaza, naturalnego jodu, potasu, selenu, cennych witamin, zwłaszcza z grupy B, makro- i mikroelementów oraz nienasyconych kwasów tłuszczowych. Jest jedynym niezwierzęcym pokarmem o znacznej zawartości wit. B12. Chlorofil i fitocyjanina, barwniki zawarte w tej zielononiebieskiej aldze, wspomagają procesy trawienne i metaboliczne oraz oczyszczają organizm człowieka. Włączenie Spiruliny do codziennego jadłospisu zaleca się zwłaszcza osobom stosującym dietę redukcyjną oraz wszystkim potrzebującym wzmocnienia, oczyszczenia i zwiększenia wydolności organizmu. Można ją również stosować w dolegliwościach wynikających z niedoboru żelaza (anemia, zmęczenie).

  • wysokowartościowe białko z alg morskich
  • uzupełnia niedobory żelaza
  • wspomaga detoksykację organizmu
  • stanowi doskonałe uzupełnienie diety3)

tłumaczenie: AniaR
opracowanie i korekta: Ana

linki:
1)
http://www.craftycreatures.com/forferretsonly/ferret_school/ferret_school.html
2) http://pl.wikipedia.org/wiki/Spirulina
3) http://azmedica.pl/?id=1&mainpage=produkt.php&idp=98
4) http://www.mekmed.pl/popov/psyllium.html

ŻYWIENIE PSÓW – Wskazówki lekarza weterynarii Doroty Sumińskiej *)

GOTOWA KARMA

Aby gotowe pożywienie wyszło psu na zdrowie karma (sucha bądź w puszkach) powinna być dobrej jakości. Nie wolno karmić psa gotową karmą przypadkowo kupowaną w supermarketach. Te dobrej jakości przeznaczone są odpowiednio dla psów młodych, starych, żyjących na zewnątrz, pracujących i uprawiających sporty.

Najczęściej spotykanym błędem popełnianym przez właścicieli psów jest mieszanie gotowych suchych karm z jedzeniem domowym. Oczywiście nic się nie stanie, jeśli pies karmiony przygotowywanym przez właściciela jedzeniem raz w miesiącu dostanie karmę suchą czy będzie nią karmiony w czasie urlopu, ale błędem nr 1 jest karmienie psa raz gotowym a drugi raz domowym jedzeniem.

Gotowe suche karmy są dokładnie zbilansowane pod względem zawartości mikroelementów, witamin i wszystkich innych składników pokarmowych. Dokładając do nich mięso czy ryby o bardzo dużej zawartości fosforu zaburzamy ten bilans, co może spowodować u psa wystąpienie ciężkich chorób. Dodatek węglowodanów (kasza, ryż makaron) może prowadzić do niedoborów mikroelementowo-witaminowych, a także do otyłości ze względu na wysoką kaloryczność.

Posiłki gotowe możemy uzupełniać białym serem, jogurtem, kefirem, warzywami, zarówno gotowanymi jak i surowymi. Dodanie do suchej karmy białego sera lub jogurtu w objętości ok. 1/4 porcji nie zaburzy równowagi fosforowo-wapniowej, a znacznie poprawia smak posiłku. Można też podawać kości – ale pozbawione mięsa.

W przypadku gotowych suchych karm nie powinno być problemu odnośnie ilości podawanego jedzenia ponieważ na opakowaniu jest dokładny opis ilości przypadającej na wagę danego psa.

POSIŁKI PRZYGOTOWYWANE SAMODZIELNIE

Jeśli w posiłku psa znajdzie się mięso, tłuszcz, biały ser, warzywa i węglowodany, a od czasu do czasu jajko na twardo, to na pewno jego zdrowie nie ucierpi z powodu błędów żywieniowych.
Czym karmić (składniki)?

Mięso… Dla psa najbardziej wartościowe jest mięso zawierające dużo tkanki łącznej, chrząstek, a więc drugiego gatunku. Jeśli pies nie jest uczulony na żaden gatunek mięsa podajemy różne jego gatunki.

  • Wołowina: surowa i gotowana, najlepsza jest głowizna, łata wołowa, gicz wołowa.
  • Konina: najlepiej surowa, również klasy drugiej, czyli te same części co w przypadku wołowiny (nie wskazana w żywieniu szczeniąt).
  • Baranina: surowa i gotowana, najlepiej części wymienione wcześniej.
  • Mięso drobiowe i wieprzowe zawsze podajemy gotowane.
  • Podroby mogą zawierać zarówno te najlepsze jak i najgorsza składniki, dlatego najbezpieczniej wybierać cielęce i podawać gotowane.
  • Warto także dawać psu kostki i chrząstki cielęce, które są niezastąpionym źródłem minerałów i składników budujących chrząstkę.

Zamiast mięsa można dać psu od czasu do czasu kawałek morskiej gotowanej ryby bez ości. Nie wolno karmić psa mieloną karmą mięsną-z supermarketów, pochodzącą z odpadów z rzeźni.

Nabiał… Psy które dobrze tolerują mleko, mogą je pić. Mogą też dostawać napoje mleczne, takie jak jogurt, kefir a także jeść biały ser. Od czasu do czasu dawać można jajko (ugotowane na twardo) wraz z utłuczoną w moździerzu skorupką (która jest doskonałym źródłem łatwo przyswajalnego wapnia). Jeśli podajemy psu produkty nabiałowe odpowiednio zmniejszamy ilość mięsa.

Kości… Można dawać, jeśli pies jest przyuczony do ich jedzenia. Najlepsze są kości cielęce. Nie można podawać kości drobiowych i wieprzowych. Trzeba pamiętać, że kość jest również posiłkiem, a więc podając ją odpowiednio zmniejszamy danie podstawowe.

Warzywa… Warzywa powinny wchodzić w skład diety psa w każdym wieku. Unikać należy warzyw strączkowych, cebulowatych i wszystkich tych, które pryskane są środkami ochrony roślin, a więc nowalijek, kalafiorów i brokułów. Nie jest prawdą, że psy nie mogą jeść ziemniaków. Rzeczywiście skrobia ziemniaczana jest trudno przyswajana przez psy, ale z czasem zwierzęta uczą się ją rozkładać. Nie należy podawać ziemniaków nietłuczonych w całości, ale puree bywa doskonałym składnikiem diety.

Produkty zbożowe… Z produktów zbożowych najlepiej podawać makaron, ryż, kaszę gryczaną. Te dwa ostatnie produkty powinny być ugotowane, ale nie rozgotowane. Należy unikać białych kasz typu pęczak.

Tłuszcz… Tłuszcz jest nie tylko źródłem energii, ale również rozpuszczalnych w nim witamin i nienasyconych kwasów tłuszczowych. Ilość tłuszczu w dziennej dawce nie powinna przekraczać 20% – zależy ona od tego jak tłuste są pozostałe składniki. Jeśli mięso jest bardzo tłuste, nie łączymy go z olejem, masłem, łojem wołowym. Do chudego mięsa np. drobiowego można dodać łyżeczkę masła, łyżkę oleju sojowego lub innego dobrej jakości bądź odrobinę zwykłej słoniny ew. łoju wołowego.

CZEGO NALEŻY UNIKAĆ W PSIEJ DIECIE?

Kości wieprzowych, kości drobiowych, wywarów miesno-kostnych, czyli rosołów, czekolady i wyrobów czekoladopodobnych, potraw słonych i pikantnych, wędlin, żółtego sera. Oczywiście i w tym przypadku należy się kierować zdrowym rozsądkiem: kawałeczek wędliny czy żółtego sera podany od czasu do czasu w nagrodę za dobrze wykonane polecenie na pewno psu nie zaszkodzi. Nie wolno psu podawać ościstych ryb, cebuli, czosnku, nietłuczonych ziemniaków, grochu, fasoli.

autor: Dorota Sumińska
źródło: “Szczęśliwy pies”
*) książka polecana przez Krajową Izbę Lekarsko-Weterynaryjną

Czym karmić???…

“… Pytanie pozornie banalne. Na 100 zapytanych osób, 95 odpowie bez namysłu, że mięso, bo wiadomo, drapieżnik – wilk – polowania, itd. Pozostałe 5 skomentuje zgryźliwie, że głównym pożywieniem psa są meble, buty bądź nogawki od spodni – zależnie od tego, co właśnie ,,rozpracował” ich pupilek. Wydawałoby się, więc, że problematyka żywienia psów nie powinna nastręczać większych kłopotów, zwłaszcza wśród znawców przedmiotu.

Nic bardziej mylnego, o czym przekonał się każdy, kto ,,dorobił się” własnego psa.

Nawet dla urodzonych psiarzy, którzy wychowywali się w domach pełnych zwierząt, sprawy żywieniowe to temat trochę mglisty, bo z reguły ,,było ugotowane” i wystarczyło przełożyć z garnka do miski. Pies jadł, co mu dano, w międzyczasie coś tam podkradał, coś tam użebrał u domowników i zakończył życie w wieku lat 18-tu, do ostatnich dni ciesząc się doskonałym apetytem i cokolwiek zaokrągloną figurą.

No, ale teraz mamy własny dom i własnego czworonoga, dla którego chcemy jak najlepiej i naukowo. Zwłaszcza, że to pies rasowy, a wiadomo – zwłaszcza przy dużych ,,mięśniakach” – żywienie to podstawa prawidłowego rozwoju. No to ,,zasięgamy języka” i zaczyna się…
- Na czym gotować? No, kasza manna, jęczmienna…
- Co, jęczmienna? W życiu! Tylko gryczana albo ryż!
- Jaka kasza? Odbiło ci? Pies tego nie trawi! Tylko makaron!
- Tylko pamiętaj, żadnych kasz ani makaronów! Jedynie płatki owsiane!
- A nie próbuj czasem dawać płatków owsianych, tylko kasza jęczmienna!

Po ustaleniu bazy podstawowej, przychodzi kolej na resztę. Dowiadujemy się, że najlepsza jest: wołowina / cielęcina / konina / baranina / mięso z nutrii lub królika / drób (niepotrzebne skreślić), przy czym mięso ma być: surowe / obgotowane / gotowane i podawane: w dużych kawałkach / siekane / mielone. Podroby – tak, kości – nie. Podroby – nie, kości – tak. Kości: młodemu – tak, staremu – nie. Kości: młodemu – nie, staremu – tak. Jajka: ile się chce, najwyżej jedno na tydzień; tylko surowe, tylko gotowane – na twardo / miękko, tylko żółtko! I koniecznie podawaj…, bo… I pamiętaj, nigdy nie dawaj psu…., bo…

Listy ciągną się długo; zalecenia, dlaczego należy / nie należy podawać tej czy innej karmy stają się coraz bardziej fantazyjne i powoli dochodzimy do wniosku, że każdy z doradców mówi o innym gatunku zwierząt, w dodatku z dość kontrowersyjną fizjologią i przemianą materii. I każdy powołuje się na autorytety hodowlane i weterynaryjne, przytacza książki, z których wyczytał owe mądrości i zaklina się, że on zawsze tak żywił, i proszę – demonstruje dorodny psi okaz.

Lekko oszołomieni tym natłokiem mniej lub bardziej sprzecznych rad, zaczynamy rozważać, że może jednak sucha karma, przynajmniej na początek… W hipermarkecie kolejny zawrót głowy. Kolorowe torby z roześmianymi psimi pyskami i oczywiście: ,,nr 1 w Europie”, ,,pokarm championów” itd… Każda z najlepszych składników, polecana przez najlepszych hodowców, w pełni pokrywa zapotrzebowanie twojego psa. Czytamy ulotkę, może skład nam coś powie: z tasiemcowej listy substancji, o połowie nawet nie słyszeliśmy; część znamy, ale nie sądziliśmy, że nadają się do jedzenia. I to wszystko okraszone suto naukowym żargonem: aglutynowane, chelatowane, postać skoagulowana, identyczne z naturalnym, liofilizowane, naturalnie stabilizowane, z dodatkiem substancji poprawiających właściwości takie i siakie…

Poddajemy się i kupujemy tą z najładniejszym obrazkiem. W drodze do domu zaglądamy do specjalistycznego sklepu. Rzeczywiście, sprzedawca zna towar i potrafi doradzić, chociaż ceny pasz są tu zdecydowanie wyższe. Dowiadujemy się, że karma z marketu ,,to nie to” a poza tym i tak musimy dokupić odżywki, bo to ,,sama karma nie wystarcza, a błędy żywieniowe z młodości…” Te słowa znamy na pamięć, więc cierpliwie obserwujemy jak na ladzie pojawiają się słoiki i pudełeczka z kolejnymi specyfikami: ten na sierść, ten na mineralizację kości, ten na stawy, jeszcze coś przeciw krzywicy i mieszanka mikroelementowa, i kolejna – witaminy. Stos rośnie, suma na kasie również. Chcemy zaprotestować, że to chyba przesada, ale oczami wyobraźni widzimy wielki billboard ze zdjęciem naszego pupila: rachitycznego, pokrzywionego, bez sierści i zębów oraz podpisem ,,bo moi właściciele oszczędzali na jedzeniu”. Płacimy.

Jeszcze tylko apteka i środki, które ,,koniecznie” zalecił weterynarz i nareszcie do domu. I tu przekonujemy się, że nasz pies kompletnie lekceważy zasady prawidłowego odżywiania; jakimś cudem udało mu się upolować gołębia, którego pożarł z apetytem i większością piór, mając w głębokiej pogardzie kwestie siekania, mielenia i gotowania.

Oczywiście, powyższy scenariusz został trochę przerysowany, ale tylko trochę!. Każdy ,,psiarz” pamięta nieskończone dyskusje nad wartością takiej a nie innej karmy, gdy dochodziło niemal do śmiertelnej obrazy ,,bo ja czytałam, że…”. Mnożą się racje i argumenty, przytaczane są wyniki badań naukowych. Padają mrożące krew w żyłach przykłady jak ten i ów podawał psu (bądź nie podawał) to czy tamto i w efekcie…. Zwolennicy ,,suchego” gotowi są niemal przysięgać, że psy wynaleziono razem z granulowaniem pasz, zwolennicy ,,mokrego” – że ich system żywienia jest bardziej naturalny. I każdy jest święcie przekonany o swojej słuszności.

Po czyjej stronie jest więc racja? I co ma zrobić biedny właściciel psa, który chce jak najlepiej dla swojego czworonoga?
Prawda jest taka, że nie ma ,,jedynej słusznej” diety, o czym możemy przekonać się choćby na przykładzie ludzi. Obok ,,mięsożerców” żyją jarosze, wegetarianie, makrobiotycy, weganie, zwolennicy diety Diamondów i wielu innych systemów odżywiania, a nawet parę osób, które – jak twierdzą – żywią się wyłącznie energią kosmiczną. I każdy twierdzi, że to właśnie on żywi się najbardziej prawidłowo, zgodnie z prawami natury / fizjologii itp. I tylko nie potrafi wytłumaczyć, jak to jest, że ,,ci inni” też żyją zdrowo i mają się dobrze. Czyżby mieli inną fizjologię? Jak to więc jest z tymi zasadami żywienia?

Podstawowa reguła prawidłowego żywienia brzmi – żadnych reguł!

Ogólne wytyczne organizmu (te same dla ludzi i dla zwierząt), mówią: daj mi to, co potrzebne i tyle, ile potrzebne; w sprawach szczegółów jakoś się dogadamy. Głównymi składnikami odżywczymi są białka, węglowodany, tłuszcze i minerały (mikro-, makroelementy i witaminy) i organizm musi je otrzymać. A czy węglowodany będą pochodziły z ryżu, pszenicy, kukurydzy czy jęczmienia – to już są ,,szczegóły do dogadania”.

Jeżeli naszemu psu najbardziej smakuje makaron – niech je makaron, jeśli woli kaszę – dajmy mu kaszę. Możemy mu dietę urozmaicać, podając przemiennie różne gatunki kasz, płatki owsiane i ryż. Nie zawadzi wypróbować inne pasze, nawet jeśli nie są wymieniane w podręcznikach. Jeśli ktoś ma rodzinę lub znajomych na wsi – godna polecenia jest śruta zbożowa (grubo zmielone ziarno pszenicy lub pszenżyta). Od kaszy odróżnia ją wyższa zawartość składników odżywczych (przede wszystkim cennego białka z zarodka nasiennego) i włókna – wskazanego zwłaszcza dla osobników dorosłych. Wiele psów chętnie je grysik kukurydziany, chociaż nie jest on zalecany, ze względu na słabej jakości białko i wysoką kaloryczność. Jeśli jednak będziemy podawać go wymiennie z innymi kaszami (zwłaszcza z dodatkiem 1 – 2 łyżek siemienia lnianego), z pewnością nie przyniesie szkody a w korzystny sposób wzbogaci dietę naszego czworonoga.

Podobna zasada rządzi mięsem: może być każde, jeśli będą i inne. Pies to nie miś panda, że bambus albo nic. Zje zarówno koninę jak i baraninę, nie pogardzi wołowiną, a jak mu się raz na jakiś czas trafi wieprzowina – to też nie będzie dramatu i pożre ją z całym cholesterolem. Mięso podajemy w różnej postaci: oprócz gotowanego w kaszy, nasz pupil chętnie zje surowy korpus z kury czy dobrze obrośniętą mięsną kość. Jeżeli trafi się nutria, to dużemu psu można podać ją w całości, nie patroszoną a kurę nawet z piórami (ale poza domem i raczej w bezwietrzną pogodę).

Generalnie, im więcej namieszamy – tym mniej zaszkodzimy. To z pewnością brzmi jak herezja w stosunku do wszystkich podręcznikowych zaleceń, ale taka jest właśnie praktyka. (Większość poradników pisana jest chyba dla chowu przemysłowego; jak gdyby właściciel miał kenel na 140 psów a nie jednego pieszczocha, któremu osobiście przeżuwałby co twardsze kawałki, gdyby była taka potrzeba).

Nie znaczy to, że możemy ,,odpuścić” sobie literaturę jako nieprzydatną. Wystrzegajmy się jedynie autorów, występujących z poziomu ,,jajakoznawca”, operujących nakazami i zakazami, ubranymi w pseudonaukową otoczkę typu: ,,badania naukowe wykazały” czy ,,amerykańscy naukowcy stwierdzili, że…”. Wybierajmy te pozycje, gdzie autorzy w sposób przystępny i rzeczowy wyjaśniają powody takiego a nie innego postępowania i czytajmy je ze zrozumieniem – przecież nie będziemy karmić wszystkich czworonogów, tylko jednego, konkretnego i unikatowego. Jeśli większość psów ma kłopoty trawienne po mleku, nie znaczy to, że mamy odmówić naszemu miski mleka, o ile do tej pory mu służyło.

Jeżeli ktoś pisze: ,,nie wolno podawać psu wątroby” – to jest to kompletna bzdura i wysyłamy podręcznik wraz z autorem w Pireneje. Gdy zaś czytamy, że wątroba jest bogata w wit. A i podawanie jej w dużych ilościach, zwłaszcza surowej, może doprowadzić do przedawkowania, ponadto -jako śmietnik organizmu – zawiera wiele substancji szkodliwych i dlatego nie jest zalecana dla psów, wiemy przynajmniej, o co chodzi. Nie powinniśmy raczyć naszego pupila kilogramem wątroby wołowej 7 dni w tygodniu, ale nie zaszkodzi, jeśli co jakiś czas ugotujemy kawałek w kaszy.

Podobnie ma się sprawa czekolady: wielu autorów krzyczy gromkim głosem, że ,,czekolada dla psa to śmierć, żadnej czekolady”, podczas gdy wiemy z praktyki, że gdyby tak było, to połowa znanych nam psów dawno powinna wędrować po lepszym świecie. Jak to więc jest w rzeczywistości? Substancją niebezpieczną dla psa jest zawarta w ziarnie kakaowym teobromina (związek podobny do kofeiny i o podobnie pobudzającym działaniu), która w organizmie psa bardzo wolno się rozkłada (ponad dobę; kofeina – około 3 godz). Przeciętna dawka śmiertelna dla psa waha się od 200 mg do 400 mg/kg masy ciała, ale już przy 100 mg mogą wystąpić bardzo poważne zaburzenia, z konwulsjami włącznie. W 100 g czekolady mlecznej zawartość teobrominy wynosi około 150 mg. Tak więc byłoby to dużo dla ratlerka (chociaż raczej też jeszcze nie śmiertelne) ale z całą pewnością nie zaszkodziłoby 40 – kg rottweilerowi. Tak więc poczęstowanie naszego łasucha kawałkiem batonika czy herbatnikiem w polewie nie otruje go – problem tkwi w tym, żeby się sam przez przypadek nie poczęstował. Jeśli pozostawiony w domu zwierzak dobierze się do naszej zakamuflowanej urodzinowej bombonierki – oszczędzi nam jedynie paru centymetrów w biodrach, ale jeżeli natrafi na odłożone do wypieków 2 – 3 tabliczki gorzkiej czekolady (zawartość teobrominy 10 x wyższa niż w mlecznej) – może być z nim bardzo źle. Z tego też powodu powszechnie zaleca się unikania czekolady w menu psa – a od właściciela zależy, czy podejmie ryzyko zapoznania go z jej smakiem. Pit na wybiegu ma relatywnie mniejszą szansę na zdobycie śmiertelnej dawki tego smakołyku niż łakomy jamniczek u rodziny z dziećmi.

W podobny sposób analizujemy wszystkie uwagi i wskazówki; patrzymy przede wszystkim pod kątem naszego psa; jego wielkości, rasy, płci a przede wszystkim właściwości osobniczych, upodobań i przyzwyczajeń. Tak więc literaturę i dobre rady traktujmy z rozsądną rezerwą.
Wskazana ona jest zwłaszcza gdy dochodzi do delikatnej kwestii witamin i preparatów mineralnych. Chcemy jak najlepiej dla naszego psa ale pamiętajmy, że nadmiar szkodzi równie mocno jak niedobór. Jeżeli ma urozmaiconą dietę, bogatą w różne gatunki mięsa i warzyw, z reguły nie potrzebuje żadnych dodatków mineralnych, za wyjątkiem okresów szczególnie intensywnego wzrostu. Podawanie w nadmiarze różnorakich suplementów ,,na wszelki wypadek” nie jest obojętne dla zdrowia psa – dotyczy to zwłaszcza tak hojnie szafowanych preparatów wapniowych (może dojść do zaburzeń gospodarki fosforanowo – wapniowej). Suplementacja składników mineralnych powinna odbywać się wyłącznie na zalecenie lekarza weterynarii i pod jego kontrolą, a nie dlatego, że ,,kolega to dawał i psu służyło”. Jeżeli zwierzęciu brakuje jakichś składników – zwykle sygnalizuje to poprzez nienormalny apetyt: liże ziemię, kamienie czy zardzewiałe rury. To sygnał, że pora przeanalizować jego dietę, a jeśli to nie pomoże – złożyć wizytę weterynarzowi.

Jeśli nasz pies jest przyzwyczajony (a trzeba to robić od szczeniaka) do urozmaiconego żywienia, łatwiej jest nam zbilansować prawidłowo jego dawkę pokarmową. Dorosłe zwierzę znacznie gorzej znosi zmiany i może dojść do zaburzeń przewodu pokarmowego, gdy wprowadzimy nową paszę, np. na wniosek weterynarza.

Z tego też powodu, wcześniej czy później każdy właściciel staje przed pokusą: a może by tak sucha karma? W końcu po to została wymyślona, żeby ułatwić życie osobom, które nie znają się na żywieniu psów bądź nie mają na to czasu. Nie trzeba się martwić o składniki i ich bilansowanie, czego za dużo, czego za mało – od tego są fachowcy. Wszystko przygotowane, sprasowane w poręczny granulat, dawkowanie wypisane – sypiemy z worka do miski i gotowe. No, po prostu wash and go! Wystarczy wybrać najlepszą karmę i mamy raz na zawsze kłopot z głowy.

Przepis na znalezienie ,,tej najlepszej” nie jest skomplikowany. Odszukujemy psy pokrewnej lub tej samej rasy, żywione wyłącznie suchą karmą jednego producenta; jeżeli będą w wieku 15 -18 lat, zdrowe i w dobrej kondycji a rachunek od weterynarza będzie się składał głównie z opłat za szczepienia – karma nie jest zła. Proste, nieprawdaż?
Jest tylko jeden, mały problem – chyba nikt nie widział 18-letniego psa, karmionego wyłącznie suchą karmą. Przy tym ,,nowoczesnym” żywieniu jakoś trudno im dojść do wieku, który osiągają czworonogi na naturalnej bądź kombinowanej diecie (w USA, kolebce pasz suchych, pies 7-letni uważany jest za starego!). W Polsce też coraz bardziej rozpowszechnia się pogląd, że ,,duże psy nie żyją długo” i jakoś nie widać, żeby robiło to wrażenie na hodowcach. Rzecz jasna, w kwestii długości życia punkty widzenia hodowców i właścicieli będą rozbieżne: hodowca chce mieć zbyt na szczenięta, właściciel chce mieć swojego psa jak najdłużej.

Czy więc zrezygnować z granulatów? Oczywiście, nie! Mają przecież wiele zalet. Przede wszystkim wspomniana wygoda, istotna zwłaszcza w lecie, gdy nie musimy się obawiać, że zepsuje się w wysokiej temperaturze. Stały i stabilny skład – cecha ważna szczególnie w podróży lub gdy zostawiamy naszego pupila pod czyjąś opieką – unikamy stresu żywieniowego. I z całą pewnością lepiej zbilansowany skład, niż zapewnili by niektórzy właściciele. Tak więc, choć nie jest to rozwiązanie optymalne, nie jest też takie złe.

Jednym z ważniejszych problemów, związanych z granulatami jest słabsza przyswajalność tłuszczów, co wynika głównie ze sposobu ich konserwacji i przechowywania. Ze względów ekonomicznych kupujemy większe worki paszy, która stoi otwarta przez 2-3 tygodnie. W tym czasie dochodzi do utlenienia znacznych ilości kwasów tłuszczowych (wystarczy powąchać karmę ze świeżo otworzonego worka i z jego końcówki – można wyczuć wyraźną różnicę), zmienia się przyswajalność składników i misternie zbilansowana karma pozostaje wspomnieniem. Co ciekawe, większość producentów nie fatyguje się zamieścić na opakowaniu wskazówki o sposobie przechowywania i terminie zachowania składu paszy po otwarciu worka.

Kolejnym problemem jest wielkość dawki suchej karmy – wynosi ona wagowo około 25 – 30 % ,,mokrej”, mała jest też jej objętość. Istnieje ryzyko, że pies zje jej za dużo, a jeśli ograniczymy mu porcje – będzie ciągle głodny i podkradał co się da. Szczególnie niebezpieczne są karmy, które producent zachwala jako ,,wysoko przyswajalne, ze znikomą ilością resztek”, czyli, że pies będzie pozostawiał mało odchodów. Zestawianie dawki pokarmowej pod kątem wielkości (a raczej małości) kupek, przeczy fizjologii i zdrowemu rozsądkowi; pomijając już drobiazg, że jest to prosta droga do schorzeń jelitowych. Albo więc potencjalny właściciel wcześniej przemyśli kwestię satysfakcjonującej go wielkości psich odchodów i stosownie do niej wybierze sobie odpowiednie zwierzę albo zdecyduje się na psa ,,z przyległościami”. (A swoją drogą, byłby to niezmiernie ciekawy element charakterystyki ras, nie wspominając o pięknych zdjęciach w katalogach J).

Brak jest danych o doświadczeniach na temat wpływu długotrwałego żywienia psów wyłącznie suchą karmą na ich zdrowie, natomiast wyniki 10-miesięcznych badań, przeprowadzonych w Instytucie Weterynarii AR we Wrocławiu przez Nicponia i wsp. wykazały gorszą przyswajalność pasz suchych (przy tym samym składzie co kontrolna ,,mokra”) oraz zmiany mikroskopowe w śluzówce żołądka młodych (od 2 do 12 mies.) psów.

To może rzeczywiście odrzucić granulaty w obawie przed wizją owrzodzonego, zrakowaciałego żołądka naszego pupila? Chyba nie ma takiej potrzeby. Sucha karma to nie trucizna, a racjonalnie wykorzystywana może być dla nas prawdziwym wybawieniem. Możemy zastosować tzw. żywienie kombinowane, czyli kompromis między naturą a wygodą. Gdy mamy czas – gotujemy, w dni ,,pracowite” – granulat (plus ewentualnie nasze resztki – może być praktycznie wszystko, byle bez przypraw). Nie będzie też kłopotu, gdy będziemy musieli zostawić psa lub zabrać go na urlop. Nawet jak przez kilka tygodni będzie jadł ,,na sucho” – nic mu się nie stanie, nadrobi ewentualne niedobory po powrocie do normalnego żywienia. Jeśli natomiast pies zaczyna mieć problemy typu alergicznego – lepiej zapomnieć o granulatach.

Przy tym trybie żywienia możemy z powodzeniem wykorzystać tańszą, zwykle nieco gorszej jakości karmę. Odpowiednią ilość składników pokarmowych i tak dostarczymy w gotowanym jedzeniu, więc sprawdźmy jedynie, która będzie psu odpowiadać; mniej ważne są rewelacje na etykiecie. Pamiętajmy, że zwierzę to nie fabryka i nie wszystkie składniki musi dostać na raz a nawet jest to niewskazane; np. niektóre witaminy i minerały mogą hamować lub blokować przyswajanie innych. Dlatego skuteczność preparatów wieloskładnikowych typu ,,all in one” jest dużo niższa, niżby to wynikało z ich składu (o czym zapewne przekonał sie każdy, kto stosował dostępne w aptekach ,,kompleksy witaminowo – mineralno – enzymatyczno – Bóg wie jakie”, po których – teoretycznie – powinien przypominać skrzyżowanie Pameli Anderson i Rambo).

O prawidłowości stosowanego menu najlepiej świadczy wygląd i samopoczucie naszego pupila. Jeżeli jest żywy i energiczny, wygląda zdrowo i dobrze się czuje – to znak, że wszystko jest w porządku. Warto przy tym zaznaczyć, że łatwiej jest popełnić istotne błędy w żywieniu małych psów niż przedstawicieli większych, cięższych ras. Dotyczy to zwłaszcza ,,grzechów dietetycznych”, czyli podawania niewskazanych przysmaków. Jak wspomniano wcześniej, w zasadzie mało jest takich pokarmów, których nie wolno jeść psom, ale – podobnie jak ludzi – obowiązuje je zasada: ,,co za dużo to niezdrowo”. Problem w tym, że częstując naszego ukochanego czworonoga, zwykle stosujemy ,,ludzkie” kryteria wielkości porcji. Jeśli nasz piesek jest dorodnym, 50-kilogramowym nowofunlandem – nie ma większego problemu; kromka chleba z masłem i miodem (bo on tak bardzo lubi) zniknie bez śladu w przepastnym żołądku. Ale ta sama kromka w żołądku pekińczyka to zupełnie inna historia. Lepiej więc uważać i nie przesadzać ze szczodrością. Jeśli ktoś koniecznie musi wyładowywać nadmiar uczuć przez karmienie – doskonale do tego celu nadają się przedstawiciele płci męskiej ludzkiego gatunku…”


autor: Dr Ewa Walkowicz (08′2003)
źródło: http://www.klubmolosa.pl/

linki: http://www.vetopedia.pl/article48-1-Sucha_karma_dla_psa.html 

Bardzo fajne artykuły… wyciągnięty konsensus i merytorycznie niezłe podejście do sprawy… warto przemyśleć dietę jaką serwujemy własnemu zwierzakowi, bez znaczenia na gatunek i rasę… ;-)



Zostaw komentarz