Wszystko zaczyna się od małej, puchatej kuleczki, która pewnego dnia pojawia się w naszym domu… Od tego momentu życie staje się inne, bardziej zwariowane, bo kto o zdrowych zmysłach i umyśle pomyślałby, że można cieszyć się z “ładnej kupki” na naszych pięknych, drogich panelach czy dywanach, totalnej inwigilacji szaf, szuflad i komód, chomikowania mięska i kości gdzie popadnie lub skrupulatnego i konsekwentnego oddzielania kwiatka od ziemi i doniczki oraz z faktu znikających, w dziwnie niewytłumaczalny sposób, różnych, małych przedmiotów – no kto?!…

Zapewne taka “sielanka” mogłaby trwać dalej, ale przychodzi czas, kiedy nasza mała puchata kuleczka staje się dorosłą, ale (nie)poważną fretką!… Dojrzewanie fizyczne i płciowe wprowadza nasze fretki w dorosłość i niesie za sobą wiele zmian dla niej samej i oczywiście dla nas… ;-)

Jeśli kiedykolwiek pomyślisz, że Twoja frecia musi mieć maluchy bo:

  • uniknie w ten sposób chorób związanych z narządami układu rozrodczego
  • chcesz mieć po niej “geny” w postaci córeczki lub syneczka
  • masz akurat taki kaprys i chęć “zabawy” w hodowcę

To najlepiej zrobisz jak zapomnisz o takiej fanaberii!… I nie napisałam tego z uwagi, iż możesz stać się potencjalną “konkurencją” mojej i jakiejkolwiek innej hodowli… Po prostu większość nie wie tak naprawdę, jak “to” się je i z czym tak naprawdę wiąże się przygotowanie samiczki oraz odchowanie młodych, nie wspominając już o posiadaniu odpowiedniego “materiału” genetycznego…

Kochani:

  • jest totalną bzdurą to, że ciąża uchroni samiczkę przed chorobami układu rozrodczego!… każda samiczka nie rodząca i każda rodząca (nawet kilkukrotnie) jest zagrożona i nieodporna na te choroby (wystarczy, że przeczytacie historię Nany, która jest doskonałym tego przykładem)!… tylko kastracja odpowiednio “walczy” z tym problemem w niektórych aspektach, co prawda nie ze wszystkimi, ale z większością!
  • okażecie się nad wymiar nieodpowiedzialni, kierując się zachcianką chwili i emocjami w momencie podejmowania takiej decyzji!… samiczka nie rodzi jednego szczeniaka, ale kilka lub nawet kilkanaście… i należy im znaleźć bardzo, bardzo dobre domki, a to już jest bardzo, bardzo trudne!
  • będziecie totalnymi ignorantami podejmując się tego zadania bez wcześniejszego przygotowania!… a teraz szczerze odpowiedzcie – kto lub co i jak ma Was do tego przygotować?
    - koleżanki? przyjaciele? znajomi?… którzy sami nie do końca znają prawdę…
    - literatura, publikacje, artykuły?… które tak de facto tylko “muskają” ogólnikowo temat…
    - internet?… nie wierzcie w cuda!… ja osobiście do tej pory nie znalazłam, ani jednego opracowania, które choć trochę przybliżyłoby mnie do realiów (a zafreciona jestem od lipca 2002 roku)
  • będziecie “bawić się w Boga” z różnym skutkiem zdrowotnym dla samiczki i szczeniaków, nawet śmiertelnym!
    - przeznaczając do rozrodu osobniki ze sklepów zoologicznych, z adopcji lub znalezione, kupione na aukcjach internetowych, giełdach rolniczych, czy na fermach futrzarskich, jednym słowem bez pochodzenia i drzewka genealogicznego, które pomogłyby wykluczyć pokrewieństwo z partnerem, a tym samym przed ewentualnymi wadami genetycznymi…
    - stosując nieodpowiednią dietę, gdyż większość z Was jest zdominowana “agresywną” reklamą wytwórców suchych, przemysłowych, nieodpowiednich składnikowo karm komercyjnych, a na dodatek “wygodnych”
    - nie dysponując odpowiednimi środkami finansowymi, a pamiętajcie że każda pasja kosztuje

Czy jesteście pewni, że tego chcecie?… Ja od kilku lat śledzę i rozkładam na czynniki proste, każdą z tych płaszczyzn i żadna nie przygotowała mnie na prawdziwą, życiową rzeczywistość!

Żadne rozmowy, czy lektury nie przedstawiają “całej” prawdy o realiach i trudach związanych z przygotowaniem samiczek i samców do okresu rozmnażania… Nikt Wam nie poda gotowej diety cud, którą należy stosować cały rok, zapewniającej samicy i młodym najlepszą i najwartościowszą strawę, która uchroni przed problemami porodowymi, poporodowymi i chorobami rozwojowymi, tj. suchy poród, zapalenie sutków, osteodystrofia, krzywice, niedobory witaminowo-mineralne, tężyczka, itd., itp.

Nie możecie powiedzieć, że przeżyliście wszystko, jeśli do tej pory nie przeżyliście trudnego porodu i odchowu stadka 12 sztuk maluchów, które z biegiem czasu, z dnia na dzień, coraz więcej jedzą, coraz więcej “paskudzą” i coraz bardziej “śmierdzą” wraz z całym otoczeniem… Dosłownie i bez żadnej “ściemy”!… Dodam więcej, nawet nie zdajecie sobie sprawy ile to będzie kosztować Was czasu i pieniędzy (oczywiście, gdy będziecie zapewniać swoim fretkom najlepsze produkty – bo w końcu, zawsze możecie iść na łatwiznę i kupować mierną oraz mało odpowiednią dla fretek karmę sklepową – ale tanią!)… Możecie tylko z tygodnia na tydzień i z dnia na dzień ubolewać nad coraz większym zmęczeniem i coraz bardziej pustym portfelem, ale za to z większym smrodkiem i coraz bardziej wydłużającym się czasem, który będziecie spędzać przy kotnikach, sprzątaniu, odkażaniu i praniu… ;-)

Ale po kolei i ze szczegółami, żebyście mieli całą relację z bezpośredniego źródła…

Wersja optymistyczna… ;-)

Porody mogą rozpocząć się w najmniej oczekiwanej chwili, tak pod względem terminu jak i czasu… Możecie mieć wszystko zaplanowane i przygotowane na dany dzień i godzinę, ale co z tego?… Wasza samiczka i tak postanowi to zrobić kilka dni wcześniej lub kilka dni później i to w najmniej odpowiedniej czy spodziewanej godzinie i uwierzcie mi, nie będziecie mieć na to wpływu!…

Przyjmijmy, że poród zaczyna się wieczorem około 19 i jest wszystko ok, to przed północą powinniście mieć już mamuśkę wraz ze stadkiem dzieci w suchym i ciepłym legowisku z miseczką najsmaczniejszego żarełka, przygotowanego specjalnie dla mamuśki (zapomnijcie, że samiczka na pewno będzie jeść standardowe posiłki, które do tej pory dostawała -  nie musi, ale może całkowicie odmówić przyjmowania takiego pokarmu – będzie się nim bawić, wynosić, rozlewać, ale na pewno go nie zje! co najwyżej doprowadzi Was do czarnej rozpaczy jak zobaczycie jakie potrafi zrobić mięsne pobojowisko w kotniku!)…

I co w tym momencie?… Musicie podkasać rękawy i przygotować inną “wyżerkę” dla karmiącej mateczki, całkowicie odmienną od tej, którą karmicie resztę stada (jeśli takowe posiadacie)… Czyli podwójna, czasochłonna robota, gdyż już każdy kolejny posiłek dla samiczki będzie trzeba przygotowywać oddzielnie i to minimum 3x dziennie… przez jakieś 2-3 tygodnie… ;-) Tolerowany posiłek przeważnie musi przyjąć postać płynnej lub półpłynnej “zupy”… Tak przygotowaną papkę może raczy ruszyć Nasza “księżniczka na gnieździe”, bo mięsko w kawałkach jest z pewnością bleee… Tak więc codziennie musicie “lecieć” do sklepu i kupować świeże, mielone mięsko, albo samemu je mielić w domu, dodawać wszystkie smakołyki, suplementy, odżywki, drogie puszki energetyczne (np. Hills a/d), wspomagacze mlekopędne i zmiksować na płynną, mięsną breję… Acha i nie zapominajcie przypadkiem o odpowiednich proporcjach i zbilansowaniu diety!…

Ok. poród i ustalenie menu mamy za sobą… Co dalej?… I tu możecie całkowicie zwariować!…

Dziwnym trafem Twoja “ukochana kuwetkowa frecia” nagle, jakby pierwszy raz ujrzała kuwetę na oczy i zaczyna użytkować owo miejsce zupełnie niezgodnie z jego przeznaczeniem, np. jako:

  • leżankę na sjestę i odpoczynek od maleństw
  • pomieszczenie klimatyzowane – trzeba się ochłodzić bo maluchy grzeją, że hej!
  • śmietnik na pokarm – w końcu można przeciągnąć tam miseczkę z jedzonkiem i wszystko wylać!
  • plac zabaw – wysypać żwirek, zmaltretować “pieluchy” papierowe, a najlepiej wejść pod spód i sobie nią pożonglować
  • “market” z wyściółką – w końcu wszystko co znajduje się w kuwecie można wciągnąć do domku z małymi, przy okazji obsmarowując je i całe otoczenie ekskrementami

I co Wy na to?… Możecie tylko pozgrzytać ząbkami i zabrać się za sprzątanie… Ale najpierw musicie jeszcze wszystkie maluszki przenieść do bezpiecznego, ciepłego i suchego miejsca przy asyście nie zawsze miłej “mamuśki”, u której w całkiem zrozumiały sposób nagle budzą się instynkty mordercze, których nie omieszka zaprezentować na Twoich dłoniach (mieliście “aniołka”? to i z “diabołka” się cieszcie!)… Najlepiej samisię wcześniej odseparować, aby nie widziała co kombinujecie z jej dziećmi… Następnie możecie już ze spokojem wrzucić legowisko do prania, wyszorować kuwetę i klatkę oraz zmienić posłania na czyste…

Wszystko wypucowane?… No to znów z dużą ostrożnością i duszą na ramieniu, bardzo uważnie przenosicie maluchy do kotnika (wcześniej możecie pokusić się o ich zważenie, to będzie procentować na przyszłość, bo będziecie widzieć, czy szczeniaki prawidłowo się rozwijają i odpowiednio przybierają na wadzę – rytuał “wagi” oczywiście musi być powtarzany każdego dnia)… Acha, naprawdę bardzo uważajcie przy każdych przenosinach, bo maluchy mają wręcz niewyobrażalny dar wysuwania się z dłoni, normalnie czarodziejsko im to wychodzi – a upadek nawet z małej wysokości może być śmiertelny (najlepiej wszystko robić na poziomie “parteru”, czyli podłogi, zabezpieczonej miękkimi kocami – w sumie kołdra nie byłaby głupim pomysłem dla osób z drżącymi rękoma?!)… Później możecie wstawić miseczki ze świeżo przygotowanym jedzonkiem i świeżą wodą dla samiczki (najlepiej mieć opracowany patent na mocowanie całego wyposażenia, gdyż samiczki uruchamiają wszystkie swoje zdolności na ich przewracanie – moje np. chwytały szklane miseczki w zęby i targały po całym kotniku – ani prośby, ani groźby żeby zostawiły je w spokoju nie skutkowały!)… Na koniec wkładacie bohaterkę dnia, czyli “nieposkromioną złośnicę”!… Czasami frecia mamcia zafunduje Ci kilka takich “powtórek z rozrywki” dziennie – normalka!…

Generalnie i skrótowo, czas przeznaczony na codzienne sprzątanie wydłuża się zupełnie nieproporcjonalnie i nielogicznie do przewidywań i wynosi około 6 godzin – po 2 godziny 3x dziennie (oczywiście tylko wtedy, gdy nie chcecie “zaczadzić” mieszkania i chodzić z rękoma umazanymi gówienkami po łokcie przy każdym włożeniu ich do kotnika – jeśli nie macie, aż takiego poczucia estetyki i higieny, to możecie sobie powyższe podarować!)… ;-)

Czyli podsumujmy: mamy 3 tygodnie sprzątania, karmienia i ważenia, serce nam podskakuje do gardła przy każdej możliwej, nieprzewidzianej ewentualności ze strony samiczki i maluchów, np. zbyt twarde lub zaognione sutki (ups – zapalenie sutków?!), spadek wagi jakiegokolwiek malucha chociażby o 1g (samica ma za słabe mleko, albo zapalenie sutków, albo inszą “wyimaginowaną” lub realną przypadłość – pomnóżcie sobie to przez ilość maluchów i samicę to wyjdzie Wam potencjalny poziom przeżywanego w tym okresie stresu!)… Nie wiem jak Wy to rozwiążecie, ale ja osobiście wzięłam 3 tygodniowy urlop, po którym (nota bene) czułam się jakbym pracowała przez rok w kamieniołomach… ;-)

Jak nie padniecie ze zmęczenia, obaw i stresu przez te pierwsze trzy tygodnie, to jeszcze kilka niespodzianek mam w zanadrzu… ;-)

Jeżeli myśleliście, że te pierwsze trzy tygodnie były “koszmarem”, to byliście w wielkim błędzie!… Co silniejsze maluchy już od drugiego tygodnia mogą próbować swoich sił w wędrówkach po kotniku, wspinaniu się po legowisku i inszych niewyobrażalnych rzeczy jak np. próby wypadnięcia z klatki – a co tam! niech babcia dostanie zawału!… Na mur beton w 3 tygodniu to już będzie “pospolite ruszenie”!… Co dalej? Nio w tym czasie musimy też przygotowywać surowe miksturki dla maluczkich… Na szczęście receptura podobna do “mamusinych” papek – a w tym już jesteśmy “obcykani”!… Sama mamuśka w tym okresie zapewne przestanie być obrażona na mięcho i kości, więc będziecie musieli, oprócz obecnej “surowej zupki”, dostarczać jej jeszcze “świeżynki” w normalnej, przedporodowej wersji (ale uwaga, kawałki nie mogą być za małe, aby któryś z maluchów nie porwał, bo grozi to zadławieniem – najlepiej dawać duże kawałki mięsa z kością, z ponacinaną skórą i mięsem jak kiełbaski na grilla – maluchy to ssą, a mateczka przeważnie pożera w całości, co najwyżej jedną kostkę zostawi, tą przywiązaną do klatki – no bo wiecie, jak nie zabezpieczycie, to prędzej czy później będzie zaniesione do “gówienek” w kuwecie! samiczka głodna, a mięcho do kosza!)… “Jedziem” dalej z tym “koksem”?

W trzecim tygodniu maluchy już opróżniają się same, są za duże aby mamusia “podcierała” im tyłeczki i zaczynają nieźle sobie radzić z płaską powierzchnią – czytaj, rozchodzą się po całym mieszkaniu, “kupkając” gdzie popadnie, próbując zębów na wszystkim co jest możliwe, zasypiając w dziwnych, nieprawdopodobnych miejscach i roztaczając niesamowity, maluszkowy “odorek”… Tego zapachu nie da się opisać – jeżeli w tej chwili Wasza fretka, czasami Wam “pachnie”, to spotęgujcie sobie aromat x10 (ze specyficzną, nieznaną do tej pory “nutką” zapachową… normalnie Coco-Chanel no.666!), może wtedy Wasza wyobraźnia, pozwoli poczuć “perfumiki maluszków”, które wręcz wgryzają się we wszystko… Z tego powodu jak i “moczenia” się młodych, codziennie trzeba wrzucać legowisko do prania – raz albo i dwa razy dziennie (najlepiej od początku mieć 3-4 zmiany legowisk na jedną gromadkę, bo czasami nie schną na czas) i montować nowe, świeże i czyste, po wcześniejszym upraniu klatki, kuwety i podłogi (w końcu poszliście do pracy i po 10 godzinach, nazbierało się “małe co nieco”, a że frecie “czyste zwierzęta są” i do brudnej kuwety nie robią, to kupsztale są wszędzie – w wymienionej już kuwecie, w i poza kotnikiem (klatką), w jedzeniu, na i w legowisku)… Kuwetę praktycznie można sprzątać co godzinkę!…

I tak z dnia na dzień gromadka rośnie (poza samiczką, ta jakby miała wysysane soki życiowe, tak jest oddana maluszkom i opiece nad nimi), coraz więcej je (jeśli do tej pory robiliście zapasy na 3 tygodnie, to teraz możecie co tydzień odwiedzać mięsny), coraz więcej kupka, coraz więcej uwagi potrzebuje (zabawy i psotki, pchełkowatość i piraniowatość też trzeba przeżyć) i coraz więcej “pieluch” zużywa… Wszystko mnożymy razy 4, cztery razy więcej jedzenia, cztery razy więcej sprzątania, cztery razy większe koszty!…

W piątym tygodniu, nasza sielanka trwa dalej… Z dnia na dzień mamy coraz mniejsze obawy o kruchość maluchów (śmiertelność), no chyba że same zaczną sobie robić krzywdę, np. spadając z wysokości i łamiąc członki lub kręgosłupy, usiłując prób samobójczych – poprzez uduszenie się przy użyciu zbyt dużego kawałka mięsa lub szmatki – brojąc tak, że własna matka by je rozerwała na strzępy, a co dopiero, biedny, wykończony fizycznie i psychicznie oraz wyprowadzony z równowagi i w depresji hodowca… ;-p … To ostatnie to oczywiście żart… Ale popłakać sobie można w takich chwilach… ;-)

W szóstym tygodniu czeka nas wizyta u weta, aby maluszki i mamuśkę oraz resztę stada odrobaczyć, ewentualnie zachipować… W ósmym tygodniu kolejna wizyta, aby maluszki zaszczepić przeciw nosówce… W dziesiątym tygodniu, możemy się już całej, słodkiej acz zarazem “piraniowej” gromady pozbyć, oczywiście jeśli wcześniej znajdziemy im, dobre i odpowiednie domki oraz gdy zadbamy o przyszłość maluszków, odpowiednimi zapisami umownymi… ;-)

To była ta optymistyczna wersja “zabawy” w hodowcę… Teraz czas na jej przeciwieństwo…

Wersja pesymistyczna… ;-|

Przyjmijmy, że nasza frecia zaczyna rodzić w piątkową noc, tak pi razy drzwi o 23:00… Wszystko fajnie i pięknie, weekend więc można poświęcić jej całą swoją uwagę… Mija pół godziny i nic, mija godzina i nic… Ty możesz tylko siedzieć i patrzeć jak samiczka się napina, stęka i wije… Kolejne pół godziny i wreszcie widzisz dwie sine łapki i ogonek, które wystają z tylnej części Twojej samiczki i ani drgną!… Myśli przebiegają Ci przez głowę z prędkością światła w poszukiwaniu wyjaśnienia zjawiska i w poszukiwaniu rozwiązania problemu… Prawie 1 w nocy, Twój wet poza zasięgiem, znajomi śpią (w końcu jest weekend!), inne kliniki pozamykane, a w tej 24h i tak siedzi tylko technik… Ok. Tylko spokojnie!… Przypominasz sobie co robić więc zaczynasz działać… Samisia i tak już sama wgramoliła się na kolana, więc czekasz na kolejny skurcz i próbujesz delikatnie wyciągnąć malucha jednocześnie lekko masując brzusio… Hurra! Udało się, wyskoczył, ale jest dziwny… bez błony płodowej, suchy, siny i zimny… nie rusza się… ;-| … Próbujesz go rozgrzać w dłoniach i reanimować, ale niestety już jest za późno… ;-(

Skupiasz się na samiczce, nie można już jej podać ani wapna, ani oksytocyny z uwagi na rozpoczęty poród (pierwsze może zatamować u niej mleczność, drugie spowodować pęknięcie macicy!)… Samisia znów przez kolejną godzinę ma skurcze bez skutku… Gdy pojawiają się kolejne sine nóżki z ogonkiem Ty praktycznie jesteś na skraju paniki, ale znów jej pomagasz z sukcesem… Niestety dla tego maluszka też już jest za późno… W czasie kolejnej reanimacji samiczka rodzi sama – żywe, różowe maleństwo – jest 2:00!… Euforia, dosłownie kamlot spada Ci z serca, teraz przecież już będzie dobrze – rodzi sama, bez pomocy, choć nadal na “sucho”… Spokojnie, 3:00 w nocy kolejny urodzony maluch – niestety martwy, tak jak te dwa pierwsze… Z piątym maluszkiem o 4:00 – podobnie…

Zaczyna ogarniać Cię czarna rozpacz i dopada zmęczenie – w końcu od 24 godzin nie śpisz… Dobrze, że samisia już rodzi sama… Emocje, stres rozkładają Cię o 4:30 – odrobina snu… O 6:30, gdy zaglądasz do samiczki, Twoim oczom ukazuje się koszmarny widok – zakrwawionej, zmęczonej samisi z 6 maluszkiem, znów zaklinowanym, z wystającymi tylnymi łapkami i ogonkiem w odcieniu śliwki… Jest jedna różnica, nacięta (ząbkami mamy) nóżka… Znów próbujesz pomóc, ale gdy w dłoni pozostaje Ci oderwana łapka, to już jest ponad Twoje siły!… Pozostaje jedno… Klinika 24h!… Ale co z żywym maluszkiem? Dobrze, że wcześniej urodziła inna Twoja samiczka, można tam dołożyć “maleństwo”… Przewyższa wagą i wielkością pozostałe 9 noworodków, więc się nie zgubi, a mateczka zastępcza nie protestuje… ;-)

Ubierając się, dzwonisz i umawiasz się na wizytę z ewentualnością cesarskiego cięcia… Obiecują, że lekarz lada chwila będzie ściągnięty do lecznicy… Pakujesz samiczkę w kocyk i do transporterka… Auto, zawrotna szybkość, czerwone światła – jakie czerwone światła?… Parkowanie (dlaczego w dużych miastach parkowanie jest takim koszmarem?!), recepcja, na bezdechu wypluwasz słowa w jakiej sprawie jesteś, a pani ze stoickim spokojem każe czekać na lekarza i zadaje Ci milion “głupawych” pytań – Twoje nazwisko? imię fretki? wiek fretki? czy jesteś zarejestrowany w klinice? czy fretka była już kiedyś na wizycie?… Oszalała czy co?!… W końcu o 7:00 przyjmuje Cię pani doktor od fretek, jest opanowana i jakby nie zdziwiona wystającymi członkami malucha… Myślisz “…dobra nasza, ona się zna i pomoże maleńkiej…”… Przy użyciu większej siły, niż Ty stosowałeś wcześniej, pani doktor wyciąga martwego malucha po 5 minutach… Dyskutujecie co dalej – farmakologia odpada, USG! – trzeba sprawdzić, czy to już wszystkie maluszki?!… Zgłaszasz wątpliwości co do USG bo wiesz, że jego obraz często jest przekłamany… Pani doktor nadal proponuje USG, a później RTG! Zgadzasz się na wszystko, byle już zaczęli działać… USG, dodatkowa lekarka, golenie, żelowanie, mała się wierci – wynik? oczywiście negatywny – brak małych!… Naciskasz, aby szybko iść na RTG… Tym razem jest dodatkowy pan lekarz, ubierają Cię w “twarzowe”, ołowiane wdzianko i masz przytrzymać samiczkę za łapki… Pstryk – obraz na ekranie – widać dwa lub trzy małe kręgosłupy… Jak maleńkie paciorki na żyłce… ;-) Nawet się nie zastanawiasz i prosisz o natychmiastową cesarkę!…

Trzeba czekać, szef kliniki jeszcze nie dojechał… Czekanie… Małą już zabrali, aby przygotować do operacji, Tobie dali plik dokumentów do wypełnienia i podpisania (zgoda na operacje, oświadczenie że zdajesz sobie sprawę z ryzyka operacji, dane kontaktowe, itd., itp.)… Jednym uchem słyszysz jak recepcjonistka dzwoni do tego dojeżdżającego lekarza i pyta na ile ma Cię skasować?… 300 za operację… Zgadzasz się… Musisz wpłacić zaliczkę 100 pln i zapłacić za USG, RTG i wizytę – 130 pln… Dobrze, że nie zapomniałeś portfela!… Każą Ci jechać do domu i zadzwonić za 2 godziny… Lekarz jeszcze nie dojechał, ale wychodzisz jak taki “manekin” – już jest 9:00… Zahaczasz o sklep, aby kupić mleko dla maleństw, strzykawki, “motylki kroplówkowe” (w razie potrzeby dokarmiania), tacki z energetycznym jedzonkiem i glukozę (na wzmocnienie samisi), termofor (do ogrzewania legowiska) – tego akurat nie mają!…

W domu siedzisz jak na szpilkach, dzwonisz o 11:00… Jeszcze nic nie wiadomo, masz zadzwonić później… Obłęd!… O 12:00 mówią, że możesz przyjechać… Pędzisz, wpadasz do gabinetu, każą Ci usiąść i czekać… Na wózeczku przywożą małą na pieluszce i termoforze z dwoma maleństwami… Ona sama wygląda okropnie, prawie się nie rusza, dziwnie zszyta (na “materacyk” – sutki prawie na linii szwów)… Trzeba poczekać, aż kroplówka się skończy… Maluchy duże, różowe, pełzają cichutko koło mamy – jedna samiczka i jeden samczyk… Pani doktor informuje o złych wynikach (wysoki mocznik i kreatynina – zatrucie ciążowe? nerki? wątroba?) i konieczności codziennych kroplówek… Ty pytasz jak ona sobie to wyobraża, przy karmiącej samicy po operacji (jakby nie było – otwarcia brzucha) – negocjujesz kroplówki domowe, tylko jeszcze dostaniesz instruktaż jak się to robi… Jeszcze jedno pytanie – czy mała została wysterylizowana? NIE!… Szok! Dlaczego nie? Bo nie zaznaczyłeś przed operacją, że ma to być zrobione – fakt!… Myślałeś, że to takie oczywiste przy takich komplikacjach porodowych, ale najwyraźniej nie dla wszystkich… Ok. końcówka kroplówki, idziesz uregulować należność… Kolejne 400 pln – badania krwi i operacja, kroplówka, leki, itd., itp. Chcesz jak najszybciej wyjść i tak przez kolejne dni musisz przyjeżdżać po kolejne kroplówki, bo nie dostaniesz kilku na raz…

O 13:00 wracacie do domku, maluszki lądują u mamki zastępczej, aż mała odzyska siły, jest bardzo słabiutka… Około 19:00 jej stan się polepszył o 1000%, mleczko jest – więc podstawiasz jej trzy “maleństwa” i kolejna trauma!… Chwyta jednego maluchy w pyszczek i miota się po całej klatce, chce wyjść, mocno ściska malucha, który zaczyna sinieć!… Szybka reakcja, zabierasz jej maluchy i znów podkładasz mamce zastępczej, ją uspakajasz i karmisz jajkiem przepiórczym z a/d… Jest pobudzona, silna, zestresowana i najwyraźniej “zwariowała”!… 21:00 – kolejna próba podstawienia maluchów – znów zakończona fiaskiem!… Decyzja – maluchy zostają u mamki, a mała musi wyzdrowieć po przeżyciach… W niedziele uporałeś się z podaniem kroplówki i jedziesz po kolejną buteleczkę – będzie na poniedziałek – ale jej nie dostajesz w klinice, bo pani doktor nie zostawiła dyspozycji i z pustymi rękoma wracasz do domku… Dobrze że samisia nie wygląda na taką co by tej kroplówki potrzebowała… We wtorek badania krwi, niby już w normie (ocena innego weta, bo prowadzący był zajęty), ale po sprawdzeniu z wcześniejszym wydrukiem wydają się tożsame, chyba że masz omamy wzrokowe, po stresowe?!… Obłęd!…

Bilans tego porodu:

  • 5 martwych maluchów
  • 3 żywe, zdrowe i silne maluszki
  • koszty kliniki 630 pln
  • koszty drugiej morfologi 20 pln (tylko kreatynina i mocznik)
  • koszty sterylizacji 170 pln (spowodowanej podejrzeniem ropomacicza – miesiąc po pierwszej operacji! – pozostałości szwów w macicy)
  • stres, że mamka nie wykarmi 9 swoich i 3 “podrzutków”

A teraz odpowiedzmy sobie sami jaki będzie bilans, gdy:

  • nie będziemy mieć mamki zastępczej, gdy matka odrzuci miot – cały miot martwych maluchów?
  • gdy samica nie ma lub straci mleko z jakiejkolwiek przyczyny – znów martwy miot? (co prawda odchów ręczny jest wykonalny – znam taką “jedną” co tego dokonała! – ale nie będę Was oszukiwać, to jest “wyższa nauka jazdy”!)
  • nie będzie kasy na klinikę w przypadku problemów porodowych – martwy cały miot i martwa samiczka?
  • nie będzie kasy na dobre, zbilansowane żarełko – miot, żywych ale pokręconych kalek “pokemonów”, którym należy znaleźć domki adopcyjne bo nikt ich nie chce?!
  • rozmnażasz osobniki NN – maluchy z chorobami genetycznymi, które wychodzą po jakimś czasie?!, leczenie wad neurologicznych lub wad serca i innych narządów wewnętrznych?! (oczywiście ktoś powie, że u fretek ze znanym pochodzeniem też mogą być wady genetyczne – oczywiście, że mogą, gdyż to jest “domena” genów, które mutują cały czas i w każdym organizmie – to jaka jest różnica? taka, że prawdopodobieństwo chorego maleństwa po rodzicach bez pochodzenia jest dużo większe! a najgorsze jest to, że te maluchy NN później też są rozmnażane, a że są NN to na pewno nie są spokrewnione z partnerem, bo on jest z fermy, albo z aukcji internetowej, albo ze sklepu zoologicznego, np. z Łodzi – taka “pokręcona” logika, nieprawdaż?! I co? – więcej “pokemonów”??? a później, Ty jako opiekun, walcz o jego życie za “grubą” kasę w klinice weterynaryjnej!… Nikomu nie życzę oglądania jak jego fretka odchodzi w zdrowiu i ze starości, a tym bardziej z powodu “głupiej” choroby – głupiej bo “ktosik”, zapragnął zabawy w “małego boga”, czyli hodowcę – ale czy na pewno ten ktoś jest hodowcą?)

To bardzo czarny scenariusz, ale możliwy… Powyższa historia nie jest bajką, wymyśloną na potrzeby tego opracowania, to prawdziwa historia z mojej hodowli… Dlatego proszę Was, abyście bardzo ROZWAŻNIE podejmowali decyzję o rozmnażaniu swoich fretek, bo nikomu nie życzę takiej TRAUMY!

Jeżeli nadal macie “nieodpartą” chęć bawienia się w hodowcę, to przeczytajcie resztę artykułu, może w jakimś stopniu pomoże Wam w poznaniu kilku aspektów z życia Waszych ogoniastych, niepoprawnych fretek… ;-)

Co to jest ruja?…

Fachowo mówiąc, ruja jest fazą płodności w cyklu rozrodczym, występuje u prawie wszystkich ssaków łożyskowych, oprócz człowieka. Poza rują samica nie jest zdolna do rozrodu czy kopulacji…

A jak to przebiega u fretek?… Pierwszą oznaką dojrzałości płciowej (nie koniecznie fizycznej i psychicznej) jest ruja…

Ruję rozpoznajemy po:

  • stopniowym powiększeniu się sromu (pęcznieniu wisienki) u samiczek, który normalnie jest wielkości kilku milimetrów…
  • zstąpieniu jąder do moszny i ich powiększeniu u samców…

Ruja – samice…

U samiczek ruja jest okresowa (kilka razy w roku) i może wystąpić w 15 tygodniu życia (zależne od warunków świetlnych – im więcej światła, w tym również sztucznego, to rujki w młodszym wieku i częściej występujące), standardowo powinna wystąpić od 8 do 12 miesiąca życia… Letni okres rozrodczy u samiczek trwa od początku marca do września (obecnie występujące zmiany klimatyczne i bytowe dość mocno wpłynęły na okresy rozrodcze i wiele samic już od grudnia jest gotowych do krycia)… Jeżeli samica nie zostanie pokryta między 10 a 28 dniem rui, to pozostaje w niej przez okres od 6 do 12 tygodni… Po tym czasie następuje cofnięcie obrzęku “wisienki” i zaczyna się faza regeneracji, która powinna trwać minimum 40 dni… Po tym okresie samiczka może mieć kolejną ruję…

Jeżeli rujka nie cofa się i trwa ponad 12 tygodni, mamy do czynienia z rują permanentną (problem 30% samic), której towarzyszy wysięk z pochwy, będący pożywką dla bakterii mogących wywołać infekcję macicy – ropomacicze… Dodatkowo stałe, wysokie stężenie hormonów płciowych uszkadza szpik kostny i często doprowadza do anemii (niedokrwistości), która może okazać się śmiertelna dla samiczki – hiperestrogenizm… W przypadku rui permanentnych zalecane jest wyciszanie lub kastracja – tą drugą opcję można można wykonać we wstępnej fazie rui, czyli do 4 tygodnia (patrz w temacie Zdrowie/STERYLIZACJA/KASTRACJA!)…

Ruja – samce…

U samców pierwsza ruja może wystąpić w wieku 5 miesięcy, a okres rozrodczy trwa od grudnia do końca września (podobnie jak u samic okres ten został znacznie rozregulowany)… Samiec przez cały ten okres jest zdolny do rozmnażania (poza tym okresem również – po osiągnięciu dojrzałości – wystarczy iż poczuje samice w rujce, choć zdarzają się “egzemplarze”, u których samica nie wzbudza zainteresowania)… W tym okresie u dojrzałego płciowo samca,  zwiększa się produkcja łoju skórnego przez co futro wydaje się tłuste w dotyku, a zapach staje się bardzo silny i intensywny… Pod koniec lata aktywność seksualna spada, jądra maleją i “cofają się” do jamy brzusznej… Jeżeli samiec będący w rui męczy się tym stanem (spadek wagi o ponad 40%), zaleca się kastrację, po której w ciągu miesiąca miną zachowania charakterystyczne dla okresu rozrodczego… Samiec po kastracji nie powinien mieć kontaktu z samicą w rui co najmniej 30 dni od zabiegu, gdyż nadal może zapłodnić…

Środki wyciszające ruję dzielimy na:

  • hormonalne w formie zastrzyku lub tabletek – wyciszanie powinno nastąpić przed wystąpieniem rujki (koniec lutego lub marca – w zależności od rozpoczęcia cyklu w danym roku), a nie w trakcie jej trwania (zwłaszcza w późnej rui – powyżej 4 tygodni)… ponadto, wyciszenie w takiej formie bardzo często niesie ryzyko ropomacicza (u samic), które nie rozpoznane grozi śmiercią… dodatkowo stosowanie terapii hormonalnej do przerywania każdej rui, bez późniejszej kastracji, podwyższa ryzyko występowania raka narządów rodnych i guzów sutków (nie polecam tej metody!)…
  • hormonalne w formie implantu… metoda mniej inwazyjna niż powyższa, można ją stosować podczas trwania rujki, z konsekwencją “urojonego macierzyństwa”… implant bardzo dobrze reguluje gospodarkę hormonalną fretki, poprawia się jej samopoczucie, behawior i zmniejsza intensywność zapachu (niektórzy uważają, że nawet kastracja nie daje takich dobrych wyników w walce ze “smrodkiem”)… minusem jest cena i fakt, że nadal możemy mieć do czynienia z chorobami narządów rodnych, tj. ropomacicze, nowotwory
  • homeopatyczne (leki przygotowywane z surowców wyjściowych, które są głównie pochodzenia roślinnego lub mineralnego)… metoda o wolniejszym działaniu, ale mniej inwazyjna… niestety może być nieskuteczna (zwłaszcza w pierwszych 8 tygodniach rujki)
  • naturalne – metodą taką jest prowokowane krycie samicy, samcem niekastrowanym, samcem kastrowanym lub wazektomem (samiec po sterylizacji z podwiązanymi nasieniowodami, co nie zmniejsza jego samczych zachowań, ale czyni go bezpłodnym)… po takim kryciu w większości wypadków ruja zanika – minusem tej metody jest występowanie urojonej ciąży oraz urojonego macierzyństwa… Niestety ta metoda nie jest remedium – nawet pojedyncze krycie samcem niekastrowanym może zakończyć się ciążą rzeczywistą – samiczka może również dostać ropomacicza bez znaczenia na możliwości reprodukcyjne samca…

Behawior…

W okresie rui samiczki zmieniają zachowanie, łagodnieją i stają się bardziej przytulne, pieszczotliwe, ale oczywiście występują również „agresywne” wyjątki, które są nerwowe i pobudzone… Rozchwianie emocjonalne może objawiać się: zwiększoną chęcią do przytulania, większą ruchliwością lub odwrotnie – sennością, próbami ucieczki przez okno, balkon, drzwi wejściowe, itp. … Powoli zwiększa się grubość skóry na karku (powiększa się warstwa tłuszczu co ma duże znaczenie podczas krycia)…

Samiec w rui zaczyna znaczyć swój rewir plamami moczu, który wygląda jakby był skondensowany o ciemnożółtej barwie i mocnej woni… Znaczy dosłownie wszystko co wystaje kilka centymetrów nad poziom podłogi, łącznie z naszymi kończynami oraz próbuje kopulować ze wszystkim co znajdzie się w jego zasięgu… Ponadto zachowuje się niespokojnie jest bardziej pobudzony i ruchliwy, a nawet może próbować ucieczek… Dorosłe, nie wykastrowane samce okazują wzajemną wrogość, są w stosunku do siebie agresywne i mogą się wzajemnie poranić (zaleca się oddzielne klatki w tym okresie)… Należałoby też wspomnieć, iż część samców w rujce robi się także agresywna w stosunku do opiekunów, potrafią dość dotkliwie gryźć w tym okresie… Jednak, przede wszystkim występuje łapanie za rękę, szczególnie nadgarstek, z chęcią zaciągnięcia “w nieznane”… ;-p

W okresie rui, tak samice jak i samce wydzielają intensywniejszy zapach piżma… Charakterystyczna jest również niechęć do jedzenia, ewidentnie pokarm znika wolniej lub okresowo wcale (w ciągu doby), co powoduje znaczny spadek formy fizycznej i muskulatury, można zaobserwować wyraźny spadek wagi (nawet o 30-40% ciężaru ciała) oraz krótszy czas snu, a większą aktywność… Ponadto, w końcowym stadium rui, możemy zaobserwować miejscowe wyłysienia, które odrastają po okresie rui, a spowodowane są wydzielaniem dużej ilości hormonów płciowych…

Hodowla…

Jeżeli zdecydujemy się na ten krok, należy przemyśleć dokładnie parę kwestii… Najważniejsza z nich, to możliwość znalezienia dobrych domów dla przyszłego “narybku”, co wcale nie jest takie proste, tym bardziej kiedy urodzi się spore stadko, np. 12 sztuk!… Czy nasza samiczka jest akurat tą, która przekaże najlepsze cechy dziedziczne? Czy jej pochodzenie jest znane, a chów wsobny wykluczony?…

Odpowiedzmy sobie na podstawowe, najważniejsze pytanie…
– Czy chcemy rozmnażać naszego futrzaka czy nie i jaki jest cel podjęcia takiej decyzji (pamiętajmy, iż ciąża i wychowywanie młodych nie zmniejsza, ani nie niweluje możliwości wystąpienia u samiczki chorób narządów rozrodczych czy ropomacicza!)?!… patrz w rozdziale Zdrowie/ROPOMACICZE!!!…

Oraz na pomocnicze pytania…

  • Czy posiadamy wystarczające środki finansowe?
  • Czy posiadamy dostateczną i wystarczającą wiedzę na temat trudów rozmnażania?
  • Czy futerka, które chcemy połączyć w parę są zdrowe i pozbawione wad genetycznych oraz czy ich charakter jest łagodny?
  • Czy są osobnikami dużymi i dojrzałymi (powyżej 8 miesiąca życia)?
  • Czy posiadamy wiedzę o ich pochodzeniu? – czyli gdzie (w jakiej hodowli lub u kogo) urodzili się ich rodzice i dziadkowie (minimum te trzy pokolenia), to że wiecie, gdzie one się urodziły i widzieliście ich rodziców nie jest pochodzeniem, bo rodzice mogą być z tego samego sklepu zoologicznego – wybaczcie, ale to żadne pochodzenie!
  • Czy jesteśmy pewni, że nie są spokrewnione? – to już jest trudniejsze, jeżeli miejsca urodzenia dziadków wykluczają jakiekolwiek pokrewieństwo, można zaryzykować taki miot… ale poprawną i najbezpieczniejszą wersją jest poznanie genealogi rodzinnej, aż do 6 pokolenia wstecz, co da 100% pewność, że nie zrobimy inbredu…
  • Czy mamy dobre domki dla przyszłych szczeniąt (maluchów), aby nie podzieliły losu tysięcy bezdomnych, głodnych lub katowanych zwierząt?
  • Czy zapewnimy matce i młodym szybkiej pomocy lekarskiej, gdyby była taka potrzeba?
  • Czy zapewnimy samicy ciężarnej a później młodym odpowiednią dietę?
  • Czy zapewnimy samicy karmiącej i maluszkom odpowiednią opiekę w pierwszych kilkunastu dniach po porodzie (dokarmianie w zastępstwie chorej lub osłabionej samiczki)?

Mając na te pytania pozytywną odpowiedź, przemyślmy jeszcze czy stać NAS emocjonalnie na to, aby zagwarantować takiemu stadku wszystko czego będzie potrzebowało aby zdrowo się rozwijać….

Wybór partnera i miejsca krycia…

W naturalnych warunkach samica (tchórza) ma swoje terytorium, po którym okresowo włóczą się samce… Samica w takiej sytuacji może sama dokonać wyboru największego, najzdrowszego, jednym słowem najodpowiedniejszego samca jako ojca swojego potomstwa… Logicznym jest, że idealne warunki stwarza sytuacja, gdy samica przyjmuje partnera w swoim rewirze… Ale chów domowy przeważnie wymusza sytuację odwrotną, samica odwiedza samca i wydaje się to korzystniejsze oraz bardziej efektywne…

Na terytorium samicy…
Gdy krycie ma przebiegać na terenie samicy, należy przeznaczyć do tego celu jedno z pomieszczeń lub dużą klatkę… Najlepiej jest przywieźć samca na kilka dni przed planowanym kryciem, aby pozwolić mu oswoić się z nowym miejscem i zapachami… Dopuszczony po tych kilku dniach do samicy zajmie się nią, a nie obcymi zapachami i znaczeniem terenu…

Na terytorium samca…
Również przeznaczamy do tego celu pomieszczenie lub klatkę i wpuszczamy samiczkę w rui… Ta metoda wydaje się być efektywniejsza, gdyż samiec, który jest na swoim terenie skutecznie zabiera się do dzieła, nie tracąc czasu na poznawanie nowego otoczenia i znaczenie nowego rewiru, a samica nie broni swojego terytorium… W ten sposób zmniejsza się ryzyko odrzucenia samca przez samicę…

Zdrowa samiczka nigdy nie atakuje zdrowego samczyka, ani nie ucieka przed nim i gdy zaakceptuje jego zaloty może dojść do krycia…

Wiek rozrodczy:

Nie należy zbyt pochopnie podchodzić do rozmnażania, należy dobierać zwierzęta w odpowiednim wieku, o odpowiednich parametrach hodowlanych (waga, budowa, kościec, sierść) oraz zdrowych i niespokrewnionych…

  • samice – od 8-12 miesiąca do 5 roku życia (z jednym rokiem karencji – odpoczynku)
  • samce – od 6 miesiąca życia do 5 roku życia (pewniejsze jest krycie starszymi samcami – 2 letnimi – młody samiec, który osiągnął dojrzałość, może kryć, ale ze względu na młody wiek, krycie może być nieskuteczne z uwagi na małą produkcję plemników)…

Tak, w przypadku samic jak i samców, od 3 roku życia plenność i płodność maleją…

Termin krycia:

  • samice – optymalny termin krycia od (11)17 do 28 dnia rui, liczone od pierwszych objawów powiększenia się wisienki – możliwość zajścia w ciąże nawet w ostatni dzień rui, ale nie wskazane jest trzymanie samicy w długiej rui i krycie (jej organizm jest bardzo wycieńczony i może nie podołać obciążenia związanego z ciążą, jest to jednak sprawa indywidualna, na którą wpływ maja różne warunki środowiskowo-bytowe, dieta, itp.)
  • dojrzałe samce – cały okres rui i poza nim (płodny samiec może skutecznie pokryć samicę w ciągu całego roku)

Dojrzałość płciowa:

  • samice – napęczniały srom i duży, obrzmiały wlot do pochwy jest oznaką gotowości na przyjęcie prącia samca i umożliwia wniknięcie spermy…
  • samce – zstąpienie jąder do moszny (najpóźniej zimą w roku urodzenia), dobrze widoczne prącie na brzuchu w odległości 6-8cm od odbytu, które nie osiąga erekcji i zawsze jest tej samej wielkości oraz w tej samej pozycji… prącie młodych samczyków może nie być w pełni rozwinięte co może je dyskwalifikować jako reproduktorów… u dorosłych samców prącie zakończone jest „haczykiem”, który utrzymuje je wewnątrz pochwy samiczki… często „haczyk” prącia jest przyczyną problemów, może się o coś zaczepić, a skutkiem tego może być krwawienie, uszkodzenie narządów wewnętrznych, infekcja a nawet śmierć…

Jeżeli spełnione zostaną wszystkie powyższe warunki możemy pomyśleć o godach naszych milusińskich…

Gody…

Należy wprowadzić samicę do samca i obserwować parę, jeżeli rozpocznie się walka, parę rozdzielamy, gdyż najprawdopodobniej samiec nie został zaakceptowany przez samicę…

Gdy parka, samiczka i samczyk znajdą się w jednym pomieszczeniu (klatce), gdy oboje nawzajem się zaakceptują, to od razu zaczynają zaloty… Samica wdzięczy się do samca, podbiega i obwąchuje go lub odbiega zachęcając do pogoni, prowokacyjnie ustawia się do niego tyłem, bezceremonialnie zaczepia, a wszystko przy akompaniamencie radosnego „gugania”… Taka gra wstępna trwa od kilku do kilkunastu minut…

Po tym czasie samiec decyduje się sprawdzić gotowość samiczki do kopulacji i wgryza się jej w skórę na karku, po czym przez kilka do kilkunastu minut dosłownie targa, obija, pomiata, ciąga po pomieszczeniu, szukając „ustronnego” miejsca… Jedne samiczki reagują spokojnie i bez protestów pozwalają na to, inne próbują się wyrwać, jednocześnie głośno protestując („krzyczą”)… Gdy samica przestaje walczyć to popada w charakterystyczny stan odrętwienia (letarg), a samiec ustawia i podgarnia ją pod siebie, aby uzyskać jak najlepszą pozycję do kopulacji… Przy tak korzystnym połażeniu może nastąpić krycie…

Kopulacja jest gwałtowna, czasami wręcz agresywna i nie przypomina delikatnej gry miłosnej i trwa od 15 do 180 min, średnio 45 min… Często samiec przytrzymuje samiczkę nawet dwie, trzy godziny… W sumie akt miłosny może trwać kilka godzin, a nam pozostaje spokojnie czekać, aż para sama go zakończy… W tym czasie nie należy ingerować w to, co się dzieje, ale trzeba mieć baczenie czy samiec przypadkowo nie złapał samicy za szyję, ucho…

Pod żadnym pozorem nie należy siłą rozdzielać kopulującej pary!!!

Fretka jest gatunkiem u którego występuje tzw. kość prącia, służąca do usztywnienia narządu podczas kopulacji… Dodatkowo prącie samca zbudowane jest specyficznie, na końcu posiada haczyk… Nie jest do końca wyjaśnione jego znaczenie, jednak rozdzielając siłą kopulującą parę, można poranić samicę jak i samca (nawet złamać kość prącia!)…

Zakończenie aktu miłosnego następuje w momencie, gdy samiczka próbuje uwolnić się od samca… Może wtedy go gryźć, a nawet zamienić się rolami i ciągać za sobą po podłodze… ;-) Po zakończonej kopulacji samiec ma mokry brzuch, a samiczka często mokry, pogryziony i wyłysiały kark (zwłaszcza te bardziej oporne)…

Owulacja u samiczki następuje po około 30-35 godzinach od krycia i kończy się sukcesem, gdy kontakt z samczykiem jest wystarczająco długi… Samczyk bowiem nie wytryskuje całej spermy jednorazowo, lecz co kilka minut małymi porcjami… Dla uzyskania pewności, iż krycie przyniesie skutek, należy je powtarzać przez 3 dni, rano i wieczorem… a w przerwach oddzielać parkę i dokarmiać smakołykami (przerwa nie może być dłuższa niż jeden dzień, aby młode nie różniły się stopniem rozwoju)… Dla zwierząt jest to dość wyczerpujący okres, dlatego trzeba pilnować aby jadły a waga nie spadała zbyt drastycznie…

Zapłodnienie…

Wgryzienie się w kark samicy przez samca wywołuje u niej owulację, która występuje po 30-35 godzinach od pierwszego krycia… Zapłodnienie komórki jajowej następuje już w jajowodzie… Plemniki są żywotne około 36-48 godzin (niektóre publikacje podają nawet 160 godzin) i w tym czasie mogą zapłodnić komórkę jajową…

W ciągu kilku dni po owulacji srom samiczki ulega regresji i wraca do normalnych rozmiarów (od 3 do 21 dni, zależne od długości rui), a jej apetyt widocznie wzrasta, co odzwierciedla się na codziennym przyroście wagi…

W 12-13 dniu po zapłodnieniu, embriony implantują się w ścianie macicy…

Dieta samicy…

Fretka przeznaczona do hodowli powinna przez cały rok otrzymywać pełnowartościowe i urozmaicone pożywienie, a podczas ciąży i karmienia o zwiększonej zawartości protein i tłuszczu… Samiczce należy podawać dobrej jakości mięso, wzbogacone o witaminy i mikroelementy (Vita-Pet, Calo-Pet, itp.)… W przypadku karmienia przetworzonym pokarmem (suchym lub mokrym), choć takie menu wydaje się niewskazane dla fretek hodowlanych, należy uważać na przedawkowanie wapna lub innych witamin i mikroelementów… Przedawkowanie może narobić więcej szkody niż jego niedobór… Dodatki mineralno-witaminowe do suchej karmy należy podawać tylko w wyjątkowych wypadkach (standardowo) i jeżeli występuje potwierdzony badaniami niedobór (chociaż zważywszy na fakt, iż karmy komercyjne mają zupełnie nieodpowiedni skład witaminowo-mineralny dla fretek, który jeszcze zostaje zubożony w procesie utleniania, podczas przechowywania, to naprawdę trzeba się pokusić o dokładne przeliczanie i suplementację w prawidłowych oraz odpowiednich wartościach, w odniesieniu do zapotrzebowania ciężarnej samiczki) … Innymi dobrym dodatkami żywieniowymi dla fretek hodowlanych jest masło nie solone (krowie, kozie) w ilości połowy małej łyżeczki dziennie lub 36% śmietana (w małych ilościach) oraz całe jajko przepiórcze (podawane codziennie) lub żółtko z jaja kurzego (podawane co 2 dni)…

Okres rozpłodu… W tym czasie karma powinna zawierać odpowiednią ilość składników pochodzenia zwierzęcego oraz być urozmaicona, aby podnieść wartości biologiczne białka… Ograniczamy diety tuczące, gdyż zapasienie wpływa ujemnie na płodność… Należy także suplementować witaminę A i E, które wpływają korzystnie na plenność…

Okres ciąży…  Musimy podawać białko o wysokiej jakości biologicznej, w dużej mierze wpływające na wzrost i rozwój płodów… W diecie powinno znaleźć się dobre mięso, podroby, zapewniające pełen zestaw aminokwasów… Konieczne są w tym okresie dodatki witamin A, D, E i B… Należy unikać raptownych i drastycznych zmian w diecie, aby nie doprowadzić do zmniejszenia łaknienia, a także zaburzeń ze strony układu pokarmowego…

Okres laktacji…  Białko musi mieć wysoką wartość… Pokarm powinien zawierać nie mniej niż 35%-40% białka i 30% tłuszczu, maksymalnie 5% węglowodanów (owoców i warzyw), całkowicie niewskazane są zboża w jakiejkolwiek postaci… W okresie rozrodczym stosujemy wysokoenergetyczną dietę zapewniająca 21 tys. kJ/kg (5 tys. kcal/kg)… Dla porównania dorosła fretka potrzebuje 840-1260 kJ/kg (200-300 kcal/kg) dziennie… W czasie laktacji, już od 2-3 dnia po porodzie, zwiększamy ilość pokarmu oraz koncentrujemy się na składnikach poprawiających mleczność (tłuste mleko i twaróg, mielone siemie lniane i olej, w drugiej połowie laktacji sól kamienna – himalajska – max do 0,3% porcji żywieniowej)… Aby uniknąć hipokalcemii (gorączka poporodowa) w 2-3 tygodniu po porodzie może być potrzebne uzupełnienie wapnia… Wcześniejsza, duża podaż może zubożyć mleczność samicy lub zupełnie ją zatrzymać…

Odchów młodych…  Okres, w którym młode zaczynają samodzielnie jeść, jest niezmiernie ważny… W tym czasie bowiem ich wzrost jest bardzo intensywny, a więc i zapotrzebowanie pokarmowe jest ogromne… Jednocześnie małe mają jeszcze niską odporność i niezmiernie istotny jest stan sanitarny pokarmu i higiena pomieszczenia… Należy umożliwić młodym jak najwcześniejszy dostęp do papkowo-płynnego pokarmu na “wybiegu” poza gniazdem i kotnikiem, podawanego kilkukrotnie w ciągu dnia… Ostatnią porcję podajemy w późnych godzinach wieczornych, a pierwszą bardzo wcześnie rano, aby skrócić przerwę w karmieniu… Maluchy mają jeszcze w tym czasie małą pojemność żołądka, za to ogromniaste zapotrzebowanie pokarmowe, dlatego muszą jeść mniej ale często… Pokarm powinien mieć bardzo dużą wartość energetyczną, co można osiągnąć poprzez dodanie tłuszczów zwierzęcych (smalec gęsi, olej z łososia, masło kozie) oraz powinien być bogaty w wapń (sparzone, mielone skorupki jaj i surowe, mielone kości) i fosfor (to mamy w surowym mięsie)…

Gdy młodziaki odjadą do nowych domków ich nowi opiekunowie powinni zadbać o ciągłość odpowiedniej diety, w szczególności o suplementację wapnia, a w okresie zmiany okrywy włosowej, podczas której nadal trwa wzrost o dodawanie witaminy B (najlepiej w postaci drożdży), siarki i cynku, które mają korzystny wpływ na jakość włosów…

Po odsadzeniu… Samica po odsadzeniu wymaga szczególnej opieki, gdyż jest osłabiona i w “miernej” kondycji… Trzeba zadbać o jak najszybsze poprawienie jej stanu, aby wykluczyć “jałowość” w kolejnym okresie rozrodczym lub możliwe “zejście”… Potrzebuje wysokiej jakości karmę, wartościowe białko o dużej energetyczności z dodatkami witaminowymi… Poprawę łaknienia możemy uzyskać poprzez dodawanie jaj do karmy… Wskazana jest też suplementacja żelaza dla bardzo osłabionych samiczek… W przypadku samic, które pomimo bogatego żywienia i innych zabiegów pielęgnacyjnych nadal pozostają słabe, należy pomyśleć o ich wykluczeniu z dalszej hodowli…

Kotnik…

Podczas ciąży i oczekiwania na poród możemy zatroszczyć się o odpowiednie miejsce (kotnik) dla samisi i maluszków… Z klatki (kotnika) wyjmujemy hamaki, półki i schodki, mościmy podłogę szmatkami (najlepiej polarem), bardzo dobrze sprawdzają się specjalnie szyte hamaki-porodówki, wyglądające jak hamak z norką, dzięki takiej budowie samica nie zgubi swych dzieci pomiędzy szmatkami, a one nie wychłodzą się… Najlepiej wyszukać dość ustronne miejsce, z dobrym dostępem do dziennego światła (istotne w zapotrzebowaniu na witaminę D w okresie wzrostu maluchów, niezbędną w procesie przyswajalności wapna, podstawowego budulca kości), w którym będziemy mogli ustawić klatkę z domkiem, budką (gniazdem), hamakiem-porodówką… Gniazdo nie musi być duże, ale powinno mieć małe wejście (około 10cm średnicy) na poziomie podłogi i jeżeli to możliwe dostęp od góry (otwierany dach)… To w przyszłości może okazać się praktycznym patentem na szybką i mało inwazyjną kontrolę miotu… Miejsce wykotu powinno być niedostępne dla innych ogonów, ze względu na higienę i aby nie przesiąkło obcymi zapachami…

Do tak przygotowanej klatki i gniazda przenosimy samiczkę na 7 dni przed planowanym porodem, izolując ją od reszty fretek lub innych zwierząt… W pierwszych tygodniach macierzyństwa nie zaleca się zmiany kotnika i przenoszenia matki z młodymi, samiczka może zareagować stresem i dużym zdenerwowaniem co może wpłynąć na laktację!

W 5 tygodniu życia maluchów należy pomyśleć o powiększeniu przestrzeni, gdyż 10 młodych fretek potrzebuje dość dużo miejsca… ;-)

Ciąża…

Samiczka jest ciężarna od 38 do 44 dni, średnio poród wypada w 42(43) dniu ciąży, choć odnotowywano porody w 29 dniu ciąży, a także w 52 dniu ciąży (w obu przypadkach dotyczyło to samic jednorocznych, liczebność miotów odpowiednio 6-10 szt i 11-15 szt)… W czasie ciąży lepiej jest zrezygnować ze spacerków z ciężarną fretką oraz ograniczyć wizyty “obcych” zwierząt w domu (nawet zaprzyjaźnione ogonki są w tym okresie “obcymi” ;-p), aby nie narazić jej na zarażenie rotawirusami lub innymi chorobami oraz ograniczyć stres…

W czasie pierwszych 3 tygodni ciąży, ogólny wygląd fretki może nie ulegać drastycznym zmianom, w tym czasie waga powinna powoli wzrastać w przedziale około 100-300g (możliwe są przestoje i małe spadki)… Po 3 tygodniu waga powinna wzrastać już systematycznie, a brzuszek delikatnie zaokrąglić się do kształtu “gruszki”… W tym okresie sutki stają się widoczne i przybierając malinowe zabarwienie… W 3 tygodniu ciąży zaczyna się również proces linienia, który trwa przez resztę ciąży i pierwszy tydzień lub dwa wychowu, a sierść zimowa zostaje zastąpiona rzadszym i krótszym futerkiem, co ma zapewnić więcej ciepła nowo narodzonym maluchom… Od 3 tygodnia należy stopniowo zwiększać porcje jedzenia (samiczka ma dostawać tyle, ile sama zechce)…

Przez pierwsze 4 tygodnie większość samiczek nie przejawia zmian w charakterku, później powoli zmienia się zachowanie samiczki, staje się ona jakby doroślejsza, bardziej poważna… W drugiej połowie ciąży samice są mniej ruchliwe, a niektóre zaczynają interesować się gniazdem… Samiczki w 4-5 tygodniu ciąży są bardziej ociężałe, co utrudnia im wspinanie… W tym czasie lepiej ograniczyć im też możliwości wskakiwania i zeskakiwania, aby uniknąć poronienia…

Tydzień przed porodem brzuch staje się gruszkowaty i twardy… Uważni obserwatorzy dostrzegą delikatne ruchy pod skórą we wnętrzu brzuszka, to poruszające się maluchy… Już wtedy najlepiej oddzielić samicę od reszty fretek dając jej do dyspozycji przygotowany wcześniej kotnik… W piątym-szóstym tygodniu, niektóre samiczki mogą zacząć „matkować” i traktować inne fretki lub opiekuna jak swoje dziecko – chodzą za taką ofiarą, liżą, iskają, zanoszą do legowiska (a raczej wloką!), a w drastycznych przypadkach mogą atakować każde, zbliżające się do pseudo młodych „zagrożenie”…

48 godzin przed porodem samiczka przeważnie się wycisza i jest dużo mniej aktywna… ma mniejszy apetyt, ale więcej pije…

Przed samym porodem samiczka ożywia się i jest podniecona lub bardzo wyciszona… może szukać bliskości opiekuna… Jedne mogą pozostawać spokojne w gnieździe, a inne mogą się wiercić po kotniku i często siusiać w kuwecie… Przy licznym miocie, samiczka może mieć silną laktację, uwidocznioną przez kapiące mleko… Przyrost wagi samiczki w ciąży może się wahać w przedziale 200-400g…

Ciąża urojona…

Nawet gdy wystąpią symptomy ciąży nie możemy być pewni rezultatu, prawie w 50% przypadków możemy mieć do czynienia z ciążą urojoną (rzekomą)… Potwierdzenie ciąży nie jest proste… Ani badanie palpacyjne, ani USG nie są miarodajne… Nawet, wykonanie obu badań w 4 tygodniu ciąży nie daje żadnej pewności, czy mamy do czynienia z ciążą prawdziwą, czy urojoną, a mogą bardzo zestresować samiczkę (z tego powodu, w wielu hodowlach odchodzi się od tych zbędnych i nierzetelnych zabiegów, aby minimalizować stres i ewentualne powikłania, np. obumieranie embrionów)… Tak więc, dopiero po terminie porodu, będziemy mieć całkowitą pewność i potwierdzenie z jaką ciążą mamy do czynienia… ;-)

Ciąża urojona występuje, gdy nie dochodzi do zapłodnienia i trwa tyle co normalna ciąża, nie zawsze lecz zazwyczaj, może pojawić się nawet mleko, a kiedy minie termin porodu może wystąpić urojone macierzyństwo, a później kolejna rujka… Ciążę urojoną można z łatwością wziąć za normalną, różni się ona jedynie tym, że waga po 3 tygodniu nie rośnie systematycznie, ale stoi lub wręcz spada (nie zawsze), a krótko przed terminem brzuszek jest miękki w dotyku… Dla pewności należy poddać samicę badaniu USG (jeśli ma czułą głowicę) lub RTG, które wykluczy, np. mały miot (1-2 maluchy, których samica może “nie potrafić” urodzić)… Badanie najlepiej zrobić w terminie porodu lub dzień później…

Przyczyny ciąż urojonych:

  • złe żywienie
  • zbyt młody wiek
  • zbyt krótkie krycie
  • zbyt późna pora roku
  • wysoka temperatura (mniejsza płodność samców)
  • stan zdrowia
  • schorzenia narządów rodnych
  • chów wsobny i inbred (bezpłodność jako skutek krycia w bliższym lub dalszym pokrewieństwie)

Poronienia…

Zdarzają się rzadko i można je rozpoznać po śladach krwi na podłodze lub ściankach kotnika oraz ciemnym, rzadkim kale i nieprzyjmowaniu karmy… Przyczyn poronień może być wiele, ale najważniejsze to:

  • złe żywienie (główny czynnik)
  • schorzenia narządów rodnych
  • zatrucia pokarmowe
  • stres

Należy zwrócić szczególną uwagę, aby wszystkie składniki diety były pełnowartościowe, strawne i urozmaicone, karma powinna być wzbogacana drożdżami, minerałami i witaminami (zwłaszcza A i E) w odpowiednich proporcjach i dawkach… Nie powinno się podawać samicom ciężarnym odpadów rzeźnych (głów drobiowych, macic, gonad), które mogą zawierać hormony, powodujące zamieranie płodów lub obniżenie, a nawet zahamowanie mleczności samic… Podawana karma musi być świeża, aby wykluczyć zatrucia (samice mięsożerne zwierząt futerkowych pod koniec ciąży mają tendencje do gromadzenia karmy w gnieździe i innych zakamarkach, gdzie ulega zepsuciu)… W takiej sytuacji można zmniejszyć dawkę pokarmową i podawać mniej w porannej porcji, a więcej w wieczornej… Przy bardziej płochliwych samiczkach ograniczyć kontakt i łapanie…

Poród…

Średnio poród wypada w 42(43) dniu ciąży… przy licznym miocie może rozpocząć się wcześniej, w 38-41 dniu, a przy małym miocie może wypaść na 43-44 dzień ciąży… Dzień porodu uzależniony jest jeszcze od: nasłonecznienia i temperatury, ilości miotów (każdy następny poród przypada średnio 5 godzin wcześniej niż poprzednie)… Przeważnie zaczyna się w nocy lub nad ranem i trwa od 2 do 5 godzin (trudniejsze porody 10 godzin i dłużej)… W większości przypadków, samica rodzi bez naszej pomocy, w pozycji leżącej na plecach lub na boku, albo na naszych kolankach ;-) … Nie można zapomnieć o pojeniu w czasie porodu, to bardzo ważne!…

Pierwsze oznaki zbliżającego się porodu to skurcze… Z początku widać jedynie poddenerwowanie samiczki i momentami, najczęściej co minutę, leciutki skurcz przebiegający przez brzuch i boki… Często samiczka nie wiedząc co się dzieje, leci do kuwety (zalecane usunięcie kuwety z kotnika na czas porodu ze względów higienicznych lub zmiana żwirku na pieluchy lub papier)…

Pierwszym skurczom towarzyszy ciemna, brązowa wydzielina z pochwy – czop (może on zejść wcześniej – od 5 dni do kilku godzin przed porodem)… Skurcze pojawiają się falami, przedzielane coraz krótszymi przerwami i są coraz silniejsze… Przed samym urodzeniem, gdy płód przyjmie odpowiednią pozycję do porodu, skurcze pojawiają się już co kilka sekund i są bardzo silne (widać spinanie całego ciała)… Jako pierwsze mogą pojawić się płody, które obumarły w macicy i nie zostały wchłonięte… Później rodzą się żywe młode… Przerwy między kolejnymi młodymi nie powinny być dłuższe niż 0,5-1 godzina, ale zdarzają się dłuższe… Maluchy rodzą się najczęściej główką do przodu, owinięte w błonę, w której wnętrzu znajdują się wody płodowe… U fretek nie ma czegoś takiego jak odejście wód… Maluch będący w błonie rodzi się łatwiej, czasami błona pęka przed urodzeniem i maluch musi wychodzić „na sucho”, jest to bardzo ciężkie i męczące dla samicy, często też, jeżeli jest to pierwszy lub ostatni maluch, nie przeżywa porodu dusząc się w drogach rodnych…

Przy porodzie suchym widać po samicy zmęczenie, jeżeli poród jednego malca trwa ponad pół godziny, należy zacząć działać, najprościej zajrzeć samiczce pod ogon i spróbować delikatnie wyciągnąć malucha w momencie kiedy skurcze będą najsilniejsze i najszybsze… Po urodzeniu się malucha, należy zostawić go matce, ale obserwować co robi…

Zwiastunem zakończenia porodu jest dłuższa przerwa i rozluźnienie, ostatni maluch przychodzi na świat najczęściej po półgodzinnej przerwie… Nasza interwencja może ograniczyć się do sprawdzenia, że młode żyją i są zdrowe… Po zakończonym porodzie dobrze jest podać samicy glukozę i żółtko dla wzmocnienia… Podanie wapna pozwala na szybsze wydalenie łożyska i pozostałych skrzepów z macicy, ale może upośledzić laktację…

Jeżeli do 10 godzin od rozpoczęcia porodu nie urodzą się wszystkie maluchy, należy zabrać fretkę do weterynarza w celu wykonania RTG (badania USG nie polecam, gdyż często jest przekłamane)… Gdy badanie potwierdzi nasze obawy, wraz z lekarzem weterynarii należy podjąć decyzje o dalszym działaniu… Weterynarz może podać 1ml wapna, które wspomaga skurcze i przyspiesza zakończenie porodu, w postaci iniekcji domięśniowych po 0,5ml w każdą tylną łapkę (jeżeli jest to konieczne powtarzamy po godzinie lub dwóch – ale nie radzę dokonywać tych zabiegów samodzielnie, gdyż podanie wapna może spowodować pękanie naczynek krwionośnych oraz zablokować mleczność)… Dla wzmocnienia samiczki można podać podskórnie glukozę w kroplówce…

Wielokrotnie czytałam, czy słyszałam o podawaniu oksytocyny w takich problemowych sytuacjach, ale po konsultacjach z weterynarzami mam jeden wniosek – nie podawajcie tego leku podczas porodu i bez wiedzy swojego weta, gdyż taka iniekcja leku może spowodować pęknięcie macicy i zgon samisi… Oksytocynę podaję się przed porodem, w celu jego wywołania lub po porodzie, aby wspomóc laktację u samiczki…

Generalnie w przypadku “trudnych”, “ciężkich” porodów, jedynym środkiem zaradczym jest operacja, czyli cesarskie cięcie… Podczas interwencji chirurgicznej można dokonać także sterylizacji (kastracji), co byłoby najlepsze, aby nie narażać samiczki na trudy kolejnych porodów, bo jest duże prawdopodobieństwo, że problemy się powtórzą…

Podczas porodu samiczka na ogół ani nie interesuje się, ani nie karmi młodych, które mogą obejść się bez mleka matki do 6 godzin, jeśli są zdrowe i silne… Po zakończeniu porodu samica zajmuje się tylko tymi młodymi, które wydają dźwięki… Rodzące się młode, obwieszcza swoje narodziny piskiem, który jest wywołany zimnem (przez pierwsze 3 dni młode nie potrafią utrzymać temperatury swojego ciała na odpowiednim poziomie)…

Po urodzeniu młodych, samica czyści je, wylizując i zjadając łożysko oraz błony płodowe… Maluszki rodzą się z długą pępowiną kończącą się łożyskiem, najlepiej możliwie szybko przeciąć pępowinę i nie pozwalać matce na zjadanie łożysk (zdarzają się przypadki, że pępowina oplata malca a matka zgryzając ją, amputuje mu łapkę lub ogonek)… Pępowinę należy odciąć najbliżej sieci naczyń czyli takiego zgrubienia, przed przecięciem należy chwilkę trzymać koniec ściśnięty w palcach, żeby nie było krwawienia… Czyli bardzo pomocne podczas porodu są czyste, wysterylizowane nożyczki (w razie konieczności przecięcia pępowiny), ręczniki papierowe lub wyjałowiona gaza (do wytarcia maleństw) i miękki kocyk lub szmatka (chłonne, ale ciepłe – można na chwilę położyć je na kaloryfer w celu ogrzania)… W sytuacji kiedy matka jest wyczerpana porodem tak bardzo, że nie daje rady wyczyścić maluchów, trzeba jej pomóc… Bierzemy maluszka w rękę i ściągamy kawałkiem ręcznika błony, delikatnie wysuszamy i układamy w czystej szmatce (najlepiej ciepłej, aby mokry maluch nie wychłodził się zbytnio)… Istotne jest, aby maluchy były czyste i suche, gdyż w innym przypadku mogą się posklejać między sobą, a to może doprowadzić do martwicy tkanek i śmierci…

Matkę po porodzie (ok. pół godziny po zakończeniu, będzie widać bo zacznie przysypiać i zbierać maluchy do siebie) należy przenieść, a porodówkę szybko umyć, zmienić kocyk na czysty i ciepły, czasami dobrze jest podłożyć pod kocyki małą butelkę lub termofor z gorącą wodą, żeby matka mogła się ogrzać…

Po wyczyszczeniu porodówki trzeba umyć matkę, będzie pokrwawiona i brudna, wystarczy szmatka i ciepła woda… Brzuszek należy dokładnie wytrzeć… Do porodówki wkładamy mamę i maluchy, układając je możliwie najbliżej brzuszka mamy… Później można matkę nakarmić gerberkiem ze strzykawki… Po tym wszystkim cichutko się usunąć, chwilami obserwować czy maluchy złapały cyce, czy nikt nie odstaje… Jeżeli wszystko jest w porządku, można zostawić świeżo upieczoną mamę w spokoju aby ona i dzieci odpoczęły…

Wśród noworodków może wystąpić duża śmiertelność osiągająca 8-10%, spowodowana wadami wrodzonymi, kanibalizmem, hipotermią (wychłodzeniem) lub wzdęciami (przejedzenie lub złe warunki higieniczne)… Śmiertelność maleje po 5 dniu i padnięcia po tym okresie są wynikiem zaniedbania przez samicę, brakiem mleka lub nadmierną interwencją ze strony opiekuna (najlepiej przez pierwsze dni pozostawić samicę w spokoju)…

Interwencja…

W pierwszych dniach po porodzie pozwólmy działać matce naturze i ograniczmy naszą opiekę do minimum… Codzienna kontrola gniazda bez nadmiernego dotykania młodych wystarczy i nie zaszkodzi…

Problemy porodowe i poporodowe…

W przypadku, gdy w 42-44 dniu ciąży nie ma młodych, a brzuch samicy jest twardy i napięty, możemy mieć do czynienia z problemami porodowymi… W takiej sytuacji najlepiej jest natychmiast zawieźć ją do weterynarza… W przypadku komplikacji porodowych trzeba się nastawić, iż może być konieczna interwencja chirurgiczna i poród poprzez cesarskie cięcie:

  • suchy poród
  • martwe płody, które wywołały infekcje macicy

Po operacji fretka nie zawsze będzie mogła w pełni opiekować się swoim potomstwem, zdarza się:

  • utrata mleka
  • odrzucenie młodych

Zapętlenie pępowiny, zakażenie i posocznica… W przypadku dużego miotu może dojść do zapętlenia sznurów pępowinowych i łożysk noworodków… Przy szybkich porodach samica może nie nadążać z oczyszczaniem młodych i odgryzaniem łożysk… Noworodki szybko się oziębiają i wpadają w hipoglikemie, ponieważ nie mogą ssać mleka… Samica próbuje oczyścić je później, przeważnie powodując:

  • urazy – odgryzienia kończyn lub ogona
  • wypadnięcie pępowiny

Najlepiej samemu przemyć łożyska ciepłą wodą, usunąć przyklejone resztki i odciąć pępowinę jak najdalej od brzucha noworodka, odkazić…

Mogą wystąpić zakażenie wywodzące się ze sznura pępowinowego, gdy są:

  • złe warunki higieniczne
  • pierwotne infekcje u samicy

U noworodków obserwuje się:

  • niepokój
  • odwodnienie
  • hipotermię
  • wzdęcia
  • brak apetytu

Maluchy można ogrzać, podać im płyny i antybiotyki, ale rokowanie jest bardzo ostrożne…

Małe mioty, pojedyncze lub bliźniacze, są problematyczne z uwagi na większy rozmiar i wagę młodych niż w liczniejszych miotach… Samica może mieć problem z:

  • urodzeniem „wielkoludów”, które mogą ważyć dwa razy więcej niż wskazuje norma
  • mlecznością – zbyt słaba stymulacja maluchów
  • mastitis

Samice źle karmione, niedożywione, zestresowane lub przekonane o “chorowitości” młodych mogą dopuszczać się kanibalizmu…

Głuche matki mogą zabić swoje potomstwo, gdyż nie słyszą ich pisków!

filmik: PISZCZĄCE MALUCHY

Macierzyństwo…

Samice fretek w większości są doskonałymi i czułymi matkami… Ogrzewają, schładzają i wychowują młode, te nadopiekuńcze wręcz nie pozwolą nikomu zbliżyć się do nich, a w ich obronie mogą poświęcić swoje życie… Matka w pierwszych dniach od porodu może być tak przejęta swoją rolą, że zapomina jeść i pić, należy pilnować i w razie potrzeby, dokarmiać w gnieździe lub zmienić konsystencję karmy ze stałej w płynną…

W przypadku, gdy samica bez protestów dopuszcza nas do maluchów, to najprawdopodobniej jej instynkt macierzyński uległ rozchwianiu… Ale jak wiemy każda fretka jest inna i również w tym przypadku tylko poznanie jej w okresie macierzyństwa da nam odpowiedzi na większość pytań… Nie wiemy bowiem jak silny okaże się instynkt w przypadku naszej fretki… Może pozwolić nam na dotykanie siebie i maluchów lub wręcz przeciwnie, wtedy powinniśmy zostawić ją w spokoju, aby nie doprowadzić do zagryzienia młodych…

Nasza samisia ma od 7 do 8 sutków, w przypadku większego miotu nie musimy się martwić, gdyż każdy zdrowy maluch nie powinien być niedożywiony… Bowiem matka doskonale karmi i pielęgnuje swoje szczenięta bez naszej pomocy… Młode są bardzo żarłoczne, ugniatają łapkami brzuch mamy, aby pobudzić u niej laktację, a ona musi wytwarzać olbrzymie ilości mleka… Głodne młode rozpoznajemy po nieustającym piszczeniu… Mleko matki zawiera 23,5% substancji stałych, na które składają się: 34% tłuszczu, 25,5% białka, 16,2% węglowodanów…

Przez pierwsze trzy dni samisia może mieć podniesioną temperaturę do 410C, aby zapewnić młodym więcej ciepła… Matka w razie potrzeby również schładza młode… Do trzeciego tygodnia również sama dba o czystość gniazda, liżąc młode stymuluje je do wydalania moczu i kału… Młode mają charakterystyczny zapach, po którym samiczka je rozpoznaje…

Gdy w pierwszym tygodniu po porodzie będziemy znajdować młode poza gniazdem, które za każdym razem podsuwamy do matki, to może to oznaczać, iż młode jest chore… Należy zaufać instynktowi natury i poprosić weterynarza o uśpienie… Niektóre samice mogą same zagryźć takie młode, a nawet je zjeść…

Zdarza się, że samiczka kilka razy dziennie przenosi młode w różne miejsca… Nie jest to dobre dla młodych, więc powinniśmy temu zapobiec odpowiednim kotnikiem…

Po porodzie samiczka nie powinna mieć kontaktu z obcymi samczykami, gdyż wyczucie przez nią jego zapachu może spowodować, iż zagryzie swoje młode…

Problemy macierzyństwa…

Samiczka może:

  • nie mieć mleka
  • przestać opiekować się młodymi
  • zagryzać i zjadać młode

Powyższe może być wynikiem:

  • pierwszego miotu
  • zbyt młodym wiekiem samiczki
  • niedojrzałością psychiczną
  • dotykaniem młodych (zwłaszcza przez obce osoby)
  • chorymi młodymi (z wadami genetycznymi, które wyczuwa matka)
  • obecnością obcego samca(-ów)
  • złym żywieniem

Mioty od jednego do trzech sztuk przeważnie nie przeżywają, gdyż są zbyt mało liczne, aby pobudzić wystarczającą laktację u samiczki… Mały miot może być również przyczyną wystąpienia rui u samicy jeszcze w czasie karmienia, a co za tym idzie zmniejszoną mlecznością lub jej zanikiem… Wiele samiczek ma problemy z laktacją… Zdarza się to również przy licznych miotach… To powoduje, iż od początku, może spaść na nas rola mamki dla młodych (dokarmianie)… Innym powodem zaburzeń w laktacji może być zapalenie sutków, zaleca się w takiej sytuacji przemywanie wodą z octem i masaż, okłady ze zmiażdżonych liści kapusty, płukanki z propolisu…

W innej sytuacji może wystąpić nadmiar mleka, gdy młode już nie ssą, wtedy pomaga masowanie i ściąganie mleka, aby jej ulżyć i nie dopuścić do stanów zapalnych czy zatorów…

Odchów ręczny…

Jest trudny, ale możliwy… Młode muszą być regularnie karmione co 1,5-2 godziny przez całą dobę… Można stosować preparaty mlekozastępcze dla kotów lub mleko kozie (nie zaleca się stosowania mleka sojowego, które nie jest przyswajalne przez fretki, a w konsekwencji może również przyczynić się do powstania kamicy w układzie moczowym)… Ważne jest przestrzeganie harmonogramu i zasad karmienia: podajemy mleko o temperaturze ciała, o stałych godzinach z zachowaniem dużej higieny… Młode, które są bardzo malutkie, karmimy co 2 godziny pipetą lub małą strzykawką “insulinówką”, aż do zaspokojenia głodu, ale musimy uważać na przekarmienie (powoduje wzdęcie)… Od 2-3 tygodnia podajemy również pokarm stały… Innym rozwiązaniem jest załatwienie matki zastępczej (jeżeli nie ma dużej różnicy wieku między młodymi)… Mieszamy młode ze sobą, aby nabrały wspólnego zapachu, to minimalizuje ewentualny problem z odrzuceniem młodych przez mamkę…

Urojone macierzyństwo…

Występuje, gdy nie dochodzi do zapłodnienia… Po terminie porodu fretka „pseudo mama” zamienia się w „furię macierzyństwa”… Inne fretki oraz opiekunowie są napastowani jej irracjonalnym zachowaniem, które objawia się zaciąganiem do legowiska, wylizywaniem, iskaniem, stymulowaniem do wydalania odchodów… Jednym słowem fretka wprowadza nowy porządek w domu… Najlepszym sposobem wyciszenia urojonego macierzyństwa jest podanie środków homeopatycznych, aby stan jej zdrowia psychicznego wrócił do normalnego zachowania… Samica już 10-14 dni po przewidywanym dniu porodu może mieć ruję (trwającą od 1 do 4 tygodni) i zajść w kolejną ciążę… Jeżeli podejmiemy decyzję o ponownym kryciu, musimy dobrze wybrać, aby nie narazić samiczki na kolejną ciążę urojoną…

Miot…

Liczebność miotu wynosi od 1 do 18 sztuk, średnio rodzi się od 6 do 10 szczeniąt (wielkość samicy nie odgrywa roli w odniesieniu do ilości młodych)… Młode rodzą się ślepe, głuche, bezzębne, pokryte delikatnym, białoszarym puchem i są zupełnie bezradne… oczy maluchów albinotycznych są czerwone, można to z łatwością zauważyć już w dniu porodu… Po urodzeniu poruszają się tylko za pomocą przednich łapek, tulą się do siebie nawzajem, aby utrzymać ciepło… Waga młodych kształtuje się od 7 do 12 gram, a długość od 5 do 10cm… Ich wielkość zależy od kondycji matki oraz liczebności miotu…

Dieta maluchów…

Najważniejsze dla małych fretek jest mleko matki, gdyż wraz z nim nabywają odporność, która zanika dopiero w 6-8 tygodniu…

Laktacja u samicy trwa od 5 do 7 tygodni… Przez pierwsze 2-3 tygodnie młode ssą mamę, a od 14-21 dnia możemy wzbogacić ich dietę o pokarm stały, na początku gerbery, mielone mięso, później mięso w większych kawałkach (uwaga na zachłanność, która może doprowadzić do uduszenia zbyt dużym kawałkiem mięsa)…

Dieta maluchów nie różni się zbytnio od diety dorosłych fretek, należy jednak pamiętać, aby porcje były większe i podawane częściej, dobrym sposobem zajęcia malców jest podanie im całej pałki z kurczaka trochę nakrojonej z różnych stron, tak duży kawałek nie spowoduje zachłyśnięcia a maluchy mogą wyskubywać mięso z kości… Nie możemy zapomnieć również o witaminach, które są niezbędne do prawidłowego wzrostu i rozwoju, ale tak jak w diecie samicy, należy uważać na przedawkowanie mineralno-witaminowe przy karmieniu suchym pokarmem… Młode są bardzo żarłoczne i dla 10 sztuk w 6 tygodniu życia będziemy potrzebować od 1 do 1,5kg pokarmu mięsnego dziennie…

Określenie płci…

Samiczki można odróżnić od samczyków po tym, iż otwory odbytowy i moczowy są umiejscowione blisko siebie, blisko ogonka, a u samczyków otwór moczowy jest bliżej pępka (środka brzuszka)… Od 6-7 tygodnia widoczny jest wyraźny dymorfizm płciowy, samce są dwukrotnie większe…

Rozwój fretek…

1 dzień – waga 7-12g, maluchy piszczą, pełzają, wahadłowo kiwają główkami, łapkami uciskają brzuch matki pobudzając laktację…

5 dzień – podwojenie masy ciała – 15-25g, większa koordynacja ruchów, tworzą się małżowiny uszne, oczy prześwitują na ciemno i ciemnieje puszek okrywowy…

7 dzień – waga 30-40g, pojawia się młodociane futerko i obwódki wokół oczu, charakterystyczne dla umaszczenia standardowego tchórza…

10 dzień – uaktywnia się zmysł węchu, piszczą wyczuwając matkę lub gdy są brane w dłoń

14 dzień – waga 60-70g, wyrzynają się mleczne zęby

17 dzień – wyrzynają się zęby trzonowe, futerko zmienia kolor, uaktywnia się zmysł słuchu, wzrasta zainteresowanie rodzeństwem, mogą próbować stałego pokarmu…

21 dzień - waga 90-130g, młode regularnie przyjmują stały pokarm oraz nim potrząsają, poszukują kącika kuwetkowego, zaczyna drapanie się i wzajemne podgryzanie…

30 dzień – waga 150-200g, otwierają się oczy, młode zaczynają wędrówki i kopanie w legowisku, wciskają się tyłem w kącik w celu wypróżnienia, wynoszą pokarm w bezpieczne miejsce (tupią i piszczą broniąc go), pierwsze próby walk braterskich (gryzienie w kark)…

35 dzień – waga 220-320g, uzupełniają się mleczne zęby, futro wybarwia, repertuar ruchów poszerza się o lizanie brzucha i łap, skakanie oraz wspinanie, polowanie i walkę z rodzeństwem, poznają otoczenie gniazda, zaczynają funkcjonować gruczoły zapachowe…

42 dzień – waga 280-420g, matka stopniowo zaprzestaje karmienia mlekiem, młode jędzą około 70-100g stałego pokarmu i piją 125ml wody, poprawia się kuwetkowanie, oddzielają się od rodzeństwa przy zasypianiu…

49 dzień – waga 380-520g, rosną podwójne kły i wyrzyna się stałe uzębienie (3 tygodnie), rośnie samodzielność

56 dzień – waga 480-660g, można je przekazać nowym właścicielom

16 tydzień – osiągają wagę dorosłych osobników 800-1200g (nawet do 1700g) samice, 1600-2500g (nawet do 3200g) samce

Higiena…

Kotnik, gniazdo, legowisko czyścimy 3 razy dziennie, gdy młode osiągną trzeci tydzień…

Socjalizacja…

Od 4 tygodnia życia młodych możemy mieć z nimi większy kontakt, a od 6 tygodnia powinniśmy zapewniać im co najmniej 2 godziny zabawy dziennie… Jest to wątpliwa przyjemność dla nas, gdyż w tym okresie młode mają dość ostre mleczne ząbki, które często będą wykorzystywać na naszych dłoniach…

Odstawienie młodych…

Młode odstawiamy w 8, a najlepiej w 10 tygodniu…

Po odstawieniu…

Samica już 10-14 dni po odstawieniu młodych może mieć ruję (trwającą od 1 do 4 tygodni) i zajść w kolejną ciążę (choć świadomy hodowca, da samisi czas na odpoczynek)… Jest wskazane, aby samica miała wystarczająco długi okres karencji, potrzebny na regenerację organizmu i nabranie sił na kolejną ciążę i opiekę nad młodymi…

Wiele światowych stowarzyszeń fretkowych przyjmuje system rozmnażania samic, oparty na kilku zasadach:

  • wiek od 7 miesięcy do 5 lat
  • jeden miot w roku (odstęp między jednym, a drugim porodem nie mniejszy niż 10 miesięcy)
  • maksymalnie cztery mioty do 5 roku życia (czyli jeden rok jest okresem karencji – odpoczynku)

Nowe domki…

Pobawiliśmy się w hodowcę i mamy młode… I co teraz?… Trochę późno, ale jedyne co należy w tym momencie zrobić to wybrać im jak najlepsze domki… Przy wyborze nowych opiekunów musimy kierować się wieloma względami… Najważniejsze, aby miały zapewnioną dobrą opiekę i nie trafiły do schroniska lub po prostu nie znalazły się na „ulicy”… To możemy zabezpieczyć warunkami umownymi z zapisem mówiącym o tym, że mamy prawo pierwokupu maleństwa… ;)

Koszty krycia…

Uzależnione od wielu czynników:

  • odległości (czasami trzeba dojechać kilkadziesiąt, kilkaset lub kilka tysięcy kilometrów)
  • kosztów noclegu (w przypadku kryć wyjazdowych)
  • ceny za krycie (indywidualna wycena opiekuna samca)
  • ceny utrzymania samca (w przypadku własnego reproduktora)

Inne koszty związane z młodymi…

Na hodowcę spada obowiązek pierwszych szczepień i odrobaczenia…

  • odrobaczenie – 6 tydzień (hodowca)
  • szczepienie przeciwko nosówce – 8 tydzień (hodowca)
  • doszczepienie 2 dawką – 10-12 tydzień
  • doszczepienie 3 dawką – 13-14 tydzień
  • szczepienie przeciwko wściekliźnie – 16 tydzień

Mogą dojść inne koszty, np. chipu i jego rejestracji oraz paszportu…

opracowanie:
Ana na podstawie opinii i doświadczenia własnego oraz innych hodowców
szczególne podziękowania za rady, sugestie i wkład w przygotowaniu opracowania dla Eva i Harpia

literatura:
1) „FRETKI, WARUNKI ZDROWOTNE, HODOWLA, ROZPOZNANIE I LECZENIE CHORÓB” Maggie Lloyd, 1999
2) „TCHÓRZ” Marcin Brzeziński, Jerzy Romanowski, 1997
3) „HODOWLA TCHÓRZY” Maria Bednarz, Andrzej Frindt, 1991
4) „HOW TO READ YOUR REPORT” Wellness Inc., 1993
5) „PRACTICAL FERRET MEDICINE AND SURGERY FOR THE PRIVATE PRACTITIONER” Finkler M., 1993
6) „FERRET MEDICINE AND SURGERY” Brown S., 1992
7) „BIOLOGY AND DISEASES OF THE FERRET” Fox JG., 1988
8) Lutz Bartuschek „Fretka wesoły drapieżnik”
9) Martin Urlich „Fretki zwinne i wesołe”
10) Agnieszka Zas „Fretki”
11) Galaktyka „Tchórzofretka”



Komentarze (1) do wpisu 'Gody, ciąża, poród, maluchy'

  • Odkurzony i uzupełniony temat na czasie, czyli GODY, CIĄŻA, PORÓD, MALUCHY… osoby niepełnoletnie, proszone są o nie czytanie!… ;-)

    admin on


Zostaw komentarz